piątek, 29 sierpnia 2014

Już czas zacumować

Wymęczyłam Was ostatnio postami o Danii, ale skoro się spięłam i je napisałam, to nie chciałam już burzyć ciągu tematycznego i ciągnąć go w jesienną nieskończoność. ;) Pozwoliłam, by spokojnie dobił do końca, tak jak i ja dobijam do końca wakacji. Przez ten czas spokojnie zwinęłam wakacyjne żagle czując wyraźnie oddech jesieni. Już czas zacumować, uspokoić rozkołysaną letnimi przygodami łódź i zejść na ląd. Inny ster już czeka i nowe przeszkody do pokonania!


Ale muszę powiedzieć, że powroty z wakacji też są miłe. Rozłąka z domem pozwala doświadczyć tęsknoty za nim. I pozwala znów dojrzeć dar jakim jest własny dom. Dar jakże wspaniały, ale na codzień tak oczywisty, że się go nie zauważa. To wielkie szczęście mieć swoje miejsce, do którego można zawsze wrócić, nawet z najdłuższej podróży. Miejsce, które daje schronienie i poczucie bezpieczeństwa. I choć na wyjazdach nigdy za nim nie tęsknię, to w drodze powrotnej radość rośnie wprost proporcjonalnie do ubywających kilometrów. :) Przekraczam próg i cieszę się, że znów jestem w domu - jakże niedoskonałym, ale moim własnym ukochanym domu. Patrzę wtedy na niego zawsze krytycznym, ale czułym okiem i zabieram się za wielkie porządki. :)) Gdziekolwiek bym nie była, cokolwiek bym nie robiła, schemat zawsze jest ten sam - porządki. ;) Rozłąka i odpoczynek od codziennych spraw pozwala spojrzeć z dystansu i na dom i na siebie. I wprowadzić drobne zmiany. ;) Po to też są wakacje!


Przed nami ostatni weekend wakacji, potem zostanie już po nich tylko wspomnienie. O wakacjach na pewno napiszę, ale zabiorę się za to pewnie już jesienną porą. ;) Na razie oczyszczam przestrzeń, by od września zabrać się za chusteczniki i inne drewnokształty, bo straaasznie się za nimi stęskniłam. ;)

Dziękuję za Waszą mobilizująco działającą na mnie obecność ;) i życzę Wam pięknej pogody w te ostatnie wakacyjne dni. I bezbolesnego wejścia w wir września!

Pozdrawiam serdecznie, jeszcze wakacyjnie ;)
Ewa


wtorek, 26 sierpnia 2014

Na koniec Kopenhaga



Aby wrócić do domu trzeba najpierw dostać się z Fionii na Zelandię, a potem z Zelandii do Szwecji, a stamtąd promem do Gdyni. W obu przypadkach trzeba pokonać nie byle jakie mosty - najdłuższy wiszący most w Europie nad Wielkim Bełtem oraz najdłuższy most na świecie łączący dwa państwa. Most nad Wielkim Bełtem jest jednocześnie drugim co do wielkości mostem na świecie (zaraz po japońskim moście Akashi Kaikyoa dla przykładu: słynny most w San Francisco uplasował się dopiero na 8. miejscu). Jego długość wynosi w sumie ponad 13 km, z czego rozpiętość wiszącej części to 2700 metrów. Z kempingu w Nyborgu mogliśmy go podziwiać o różnych porach...
dnia
i nocy ;)

piątek, 22 sierpnia 2014

Egeskov Slot cz. II


Na terenie kompleksu pałacowego Egeskov znajduje się wiele ciekawych muzeów i wystaw rozmieszczonych w różnych częściach parku. Część zamku, jaki i część ogrodów, jest wydzielona dla arystokratycznej rodziny, która mieszka tam na codzień. Przez lata zamek przechodził w ręce prywatnych właścicieli, lecz obecnie rezydują tam potomkowie rodziny, w rękach której znajduje się on od 1784 roku. W latach 60-tych ubiegłego wieku zdecydowano, że zamek zostanie udostępniony zwiedzającym.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Egeskov Slot cz. I



Zamek Egeskov położony na południowo-zachodnim wybrzeżu Fionii jest najlepiej zachowanym renesansowym zamkiem na wodzie w Europie. To nie tylko zamek, lecz cały kompleks pałacowy położony na 20 ha parku, z wieloma ogrodami, czterema żywymi labiryntami, muzeami i wystawami, z kilkoma placami zabaw i miejscami wypoczynku dla całej rodziny. Przyjeżdżając tu trzeba przeznaczyć sobie cały dzień na zwiedzanie. Bilety wstępu są horrendalnie drogie, ale zważywszy ile atrakcji mieści się w tym jednym miejscu, uzasadnione. Dlatego proponuję zakupić bilet all inclussive (mamy wtedy już zapewniony wstęp do wszystkich miejsc) i szybko zapomnieć o cenie, szczególnie gdy jest się rodziną 3+. ;))

piątek, 15 sierpnia 2014

Podejdź no, do płota!

Działam wokół płotów. ;) Nie, nie buduję ich, tylko oczywiście oczyszczam z chwastów. ;) Gdy kupiliśmy działkę, posadzone pod nim, po lewej stronie od wejścia było 6 tui. No i co tu dalej robić? Nie wykopię ich, bo po prawej stronie było ich 14. Poza tym, gdy podrosną, zapewnią nam prywatność. Trzeba było niedobór sukcesywnie uzupełniać w miarę postępów w pieleniu i poszukiwaniu zaginionej ścieżki tuż przy nich. :) Jeszcze do końca płotu nie dotarłam, ale już widać metę, choć znów pojawiły się chwasty na wypielonej ścieżce. I co ja mam z nimi począć? Ktoś mi doradzi jak się ich w humanitarny sposób pozbyć?

Tak wyglądała ścieżka (zdjęcie po lewej stronie) w trakcie pielenia
- po prostu nie było jej widać w gąszczu zielska!
Przed zakrętem                                                Za zakrętem

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Co w trawie piszczy?



W naszej - głównie chwasty. ;) Przygotowałam dla was post ogrodowy, ale bardziej przyziemny. ;) Przez pierwsze dwa tygodnie lipca nie było mnie, bo byłam "wyjechana". Koniec czerwca też kulał, bo najpierw padało, a później nie było dosłownie czasu, by się działką zająć. A natura próżni nie lubi, więc działka sama się sobą zajęła tak, że jak ją zobaczyłam po powrocie ze wsi, to ręce mi opadły (i pewnie teraz też po powrocie opadną). Czy te chwasty sumienia nie mają?! Czy one nie widzą ile tu jest roboty i bez nich?! Czy one myślą, że cały czas będę JE tylko pielić?! No, w ten sposób, to ja nic nowego nie dam rady na działeczce stworzyć. Mam tyle miejsc do wypielenia, że już się poważnie zaczęłam zastanawiać, czy przypadkiem jakiegoś konia z pługiem nie wynająć. Marzenia marzeniami, ale robota sama się nie zrobi! :) Nic innego cały czas nie robię tylko pielę i pielę, i pielę... Zajęcie samo w sobie nie jest wcale takie złe (można w trakcie pokontemplować, pomedytować, pomyśleć, pomarzyć), ale końca tej roboty po prostu nie widać. Sama się sobie dziwię, że tak mnie ciągnie do roboty na działce. A to głównie teraz pielenie i przecież nie takie sobie tu i ówdzie wyrywanie pojedynczych rachitycznych chwaścików, tylko ciężka orka na ugorze. Bo wszystko trzeba zrobić od podstaw - powywracać wszystko szpadlem na lewą stronę, wytrząsać widłami, haczką wywijać jak młotem kowalskim - raz za razem, zgarniać grabiami, ziemię wynosić, wyrównywać... A mnie do tego ciągnie?! I godziny mijają jak oka mgnienie. To normalne?

piątek, 8 sierpnia 2014

W Polskę idziemy, drodzy panowie...

A właściwie jedziemy i raczej - drogie panie, a nie panowie. ;) W każdym razie chciałam powiedzieć, że jutro wyjeżdżamy na urlop. Jak zwał, tak zwał - urlop to ja raczej mieć będę, gdy całą Szarańczę w tym samym czasie na obozy wyprawię (siedzą na głowie i co 5 minut pytają kiedy jedziemy!!!). ;) W każdym razie zostawiam harmider codzienności zamknięty w domu na klucz. A ile się nakluczyłam z tegorocznymi planami wakacyjnymi! ;) Nie zliczę już ile było wersji, ile miejsc przestudiowałam, ile razy przekładaliśmy termin wyjazdu i jak plątałam trasy. W końcu wyszedł supeł, który mąż musiał przeciąć, bo mnie już krew zalewała i upał dobijał, i powoli już mi się nic nie chciało, nawet wyjeżdżać. Przy tych upałach, nic tylko leżeć na plaży... Ale nie ma tego złego, przynajmniej znam już cel (a nawet niektóre trasy!) przyszłorocznych wakacji. :)


A w tym roku padło na Polskę (może uda się zahaczyć również o Czechy). Na spokojnie i bez pośpiechu. Na całkowitym luzie. Połazimy po zamkach, górach i jaskiniach, pozachwycamy się widokami, ciszę też mam nadzieję gdzieś znajdziemy. ;) Ile nas nie będzie dokładnie, nie wiem... Wakacyjny plan jest z grubsza naszkicowany, a pole dla modyfikacji zostawione i tak jest dobrze. ;)

Ale nie myślcie, że zostawię Was z takim pustostanem blogowym przez ten czas. :) Nie pisałam nic w tym tygodniu, bo skupiałam się na pakowaniu i przygotowaniu domu oraz działeczki na rozłąkę (zaraz jadę podlać moją zieleninę). ;) No i napisałam parę postów, które opublikują się podczas mojej nieobecności. Dokończyłam opisywać Danię i przedstawiłam też postęp prac na działce (ostatnia aktualizacja: pierwsze dni sierpnia). ;)) Mam nadzieję, że będziecie miały co czytać i nudzić się przez ten czas beze mnie nie będziecie. ;)


Udanego sierpniowego wypoczynku, korzystajcie z lata i pogody...
Ściskam wszystkich mocno
Ewa

sobota, 2 sierpnia 2014

Mini post jednego zachwytu



Przedwczoraj dostałam tę hortensję w niespodziewanym prezencie od kuzyna. To, co prawda kuzyn męża, a nie mój, ale tak go uwielbiam, że go sobie przywłaszczyłam. :) Tak więc, ten oto MÓJ ukochany kuzyn przywiózł mi tę oto przewspaniałą, przeogromną i absolutnie cudowną hortensję zupełnie nieświadom jak wielką radość sprawił mi tą niespodzianką!




Od dwóch dni chodzę jak w transie i oczu nie mogę od niej oderwać. Co na nią spojrzę to buzia mi się śmieje i serce wraz z nią. Nie zawiozę jej na razie na działkę, bo muszę się nacieszyć jej widokiem i namyślić nad wyborem najwłaściwszego dla Jaśnie Królowej miejsca. A może zostawię ją na balkonie? Patrzeć na Królową każdego dnia było by miło. ;) Piękna jest z każdej strony, w każdym szczególe i w ogóle! ;))


Dlatego wybaczcie, ale dzisiejszy wpis powstał spontanicznie i jest to mikroskopijny post o jednej hortensji. :))

Całusy
Ewa

P.S.
Kto by nie kochał takiego kuzyna? :))
E.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...