czwartek, 28 maja 2015

Niedzielny kiermasz sadzonek


Teoretycznie po Zimnej Zośce można już przenosić rośliny pod chmurkę. W tym roku maj jest wyjątkowo chłodny, dlatego Wiosenny kiermasz sadzonek Kasia i Andrew zdecydowali się zorganizować w przedostatnią niedzielę maja. Deszcze deszczami, chłody chłodami, ale roślinkom spieszno już na dwór i nie było co dłużej zwlekać. :)

Sadzonki czekające na adopcję ;)
Jak to na tego typu otwartych imprezach zainteresowanie było duże, a przy tym pełno radości i krzyku. ;) Można było zdrowo zjeść, posłuchać rad doświadczonych ogrodników oraz kupić sadzonki kwiatów, papryki, czy pomidorów, zarówno Kasi produkcji jak i zaprzyjaźnionego gospodarstwa ekologicznego. Moje zdobycze to 4 rodzaje pomidorów koktajlowych: białe, żółte, czerwone i czarne oraz kwiaty. ;)) Pomidory zamierzam uprawiać w tym roku w donicach na tarasie.


Pierwszy wykład był na temat ziół oraz leczniczych właściwości chwastów. Opowiadała o nich Kasia Baumgartner, która wraz z mężem tworzy pod Lęborkiem ekologiczną farmę. Chętnie przy jakiejś okazji ich odwiedzę.


Ogródek żwirowy Kasi, w którym uprawia zioła, mimo początku sezonu już wygląda zjawiskowo. Roślinom tu dobrze, co widać i czuć. :) Proszę jaki okazały lubczyk! Nic tylko rosół gotować. ;)


Czosnek szczypiorek jest tak piękny, gdy kwitnie! Nie mogłam się oprzeć i głównie jego uwieczniałam na zdjęciach. Chyba się w nim zakochałam. ;)



Był też wykład na temat produkcji humusu przez dżdżownice. Opowiadał o nim Karl Baumgartner, a Kasia tłumaczyła opowieści o bogatym życiu dżdżownic. ;)



Był też wykład na temat kompostowania, ale to już wiem, ;) więc miałam czas na pogawędkę z dawno niewidzianymi Maszką i Agą Bramasole oraz z nowo poznanymi ogrodniczymi fanami - Moniką oraz Kasią i Bartkiem. Pozdrawiam Was serdecznie!


Nowa, pogodna mieszkanka zaczarowanego ogrodu. ;)


A wracając zatrzymałam się po drodze, by popatrzeć chwilę na kaszubski krajobraz, który i Wam przesyłam. ;)


Udanego weekendu
Ewa


poniedziałek, 25 maja 2015

Ogrodniczka coraz bardziej praktyczna :)


Ostatni weekend spędziłam w przesympatycznym gronie zapaleńców ogrodniczych. Bowiem w ostatnią sobotę u Kasi i Andrew odbyła się kolejna edycja warsztatów Praktycznego ogrodnika. Po zapoznaniu się z ogrodniczą tematyką wczesnowiosenną, teraz przyszedł czas na doskonalenie się w zakresie prac przypadających na środek wiosny. Minęło raptem pięć tygodni od pierwszego spotkania, a ogród zmienił się przez ten czas nie do poznania. Niesamowite jak buchnęła wokół zieleń, jak rośliny i kwiaty prześcigają się we wzroście! :) Widać, one za nic mają wyjątkowo zimny maj. ;)

18.04 oraz 23.05.2015

Znów odbył się wykład na temat kompostowania, lecz tym razem przy użyciu żywokostu - zioła, którym można wzbogacić kompost, oraz z którego można przygotować cenny nawóz płynny pod pomidory i rośliny kwitnące. 


Gdy Andrew złapał za sekator, żywokost został ścięty w oka mgnieniu. Dobrze, że zdążyłam zrobić mu zdjęcie. :)

W ogrodzie Kasi i Andrew czują się dobrze nie tylko odwiedzający go kursanci, ale i wszystkie stworzenia (duże i małe), które są traktowane bardzo gościnnie i z najwyższym szacunkiem. :))
Po odkryciu obornika oczom naszym ukazały się dwa "zakochane" zaskrońce... ;)

na palu od kompostownika razem z nami słuchała wykładu mała ropuszka...

oraz narwany dzięcioł, który tak nerwowo wydobywał ziarenka, że co rusz zrzucał karmnik na ziemię! :))

Przy okazji łapania w kadr ruszających się obiektów muszę nadmienić, że dużo łatwiej zrobić dobre ujęcie ruchliwego dzięcioła niż Kasi. ;) Każdy kto zna Kasię wie, że mówi ona dużo, szybko i bardzo ekspresyjnie. ;) I nawet jeśli zdarzy się jej akurat nie poruszać z prędkością światła, tylko stać w jednym miejscu, to i tak złapać ją choć przez sekundę w bezruchu nie ma szans. :)) [Kasiu, mam nadzieję, że mi wybaczysz tę dygresję]. ;)


Andrew pokazywał nam, jak fachowo przygotować ziemię pod sadzenie. Zwróćcie uwagę jak wygląda gleba na pierwszym zdjęciu poniżej (ta za Andrew), a jak na ostatnim. Czary. ;) A gdy pokazywał jak dodać wodzie do podlewania kosmicznej energii... to już sama magia! ;))


Ale żeby nie było, że tylko Andrew pracował, a Kasia opowiadała, my również zostaliśmy zagonieni do ciężkiej fizycznej roboty! ;) W nowo zakładanym ogrodzie sadziliśmy cukinie.


I końcowy efekt naszej pracy...


Potem była budowa wigwamów dla dyni.


Pogoda w sobotę, jak przystało na maj 2015, była chłodna z przelotnymi deszczami, ale tym razem mieliśmy gdzie się grzać, bo część prac wykonywaliśmy w nowym "hangarze". ;) Kasia opowiadała ostatnio, że ma w tym zakątku powstać nowy tunel. No dobrze, tunel, to tunel, lecz gdy ów tunel zobaczyliśmy, to wszyscy od razu przestawiliśmy się na angielski mówiąc chóralnie "wow". :))  Uwaga.... tadam!


Kasia demonstrowała patent na uprawę pomidorów...

... i na sadzenie kwiatów w donicach

I na koniec czas na siewy... dynie, cukinie, patisony, cykorie, bazylie, sałaty... do wyboru do koloru.




A tu przy okazji pokażę jak rosną moje kwiatki i papryczki z poprzednich warsztatów (bo to, co z tych warsztatów wyrośnie pokażę pewnie za jakiś czas). ;))


Uff, wyszło długaśnie, ale mam nadzieję, że ciekawie. ;) Dlatego żeby Was już nie zamęczać, w następnym odcinku napiszę co się działo u Kasi i Andrew w niedzielę. :)) Bo też tam byłam, miód i wino piłam. ;)

Uściski ogrodowe, do poczytania niebawem!
Ewa


środa, 20 maja 2015

A maj już się kończy

Między wdechem a wydechem nie ma nic. Istnieje wymiar, chwila, moment, w którym nie ma nic prócz oczekiwania. Pomiędzy ostatnim, głębokim i mroźnym wdechem zimy a pełnym słodkich zapachów wydechem lata jest maj. Tak, jak zmierzch nie jest nocą, ani brzask - dniem, tak maj nie jest jeszcze pełnią obfitości. Jest jej zmysłową zapowiedzią. Jest pragnieniem. To właśnie maj zaczyna nabrzmiewać kolorami, odurzającymi zapachami, kształtami, z których każdy może wybrać swój ukochany.


Lecz maj w tym roku jakiś taki nie w sosie, chwiejny, zmienny, płaczliwy, jakby nieobecny. Gdyby nie obfitość soczysto zielonych liści drzew, gdyby nie żółte piany rzepaku wzdłuż dróg, nie fiolety, róże i niebieskości bzów myślałabym, że nie przyszedł wcale. Ja wciąż na bezdechu pozostawałam w wymiarze wyczekiwania. Blog niedługo zaniknie w sposób naturalny. Nie miałam siły go reanimować, bo sama wymagam reanimacji. Czuję się jak matrioszka, ta najprawdziwsza, najmniejsza, ostatnia schowana pod dzwiękoszczelnymi warstwami coraz większych wersji nie-mnie. A maj już się kończy...

Kończy się kwitnącymi bzami na moim balkonie znów zaglądającymi radośnie do domu.


Kończy się odwiedzinami ptaszków, na które bardzo lubię patrzeć.  Tak, jak zeszłej wiosny, w maju, rozpoczęły sezon ziarenkowy i za oknem pojawił się tak długo przeze mnie wyczekiwany ruch. ;)



Kochane, do życia przywrócił mnie nowy ogrodniczy post Kasieńki i tak się ożywiłam, że złapałam za aparat i laptop i tym sposobem powróciłam. ;) Zdjęcia nie najlepsze, bo pochmurno, deszczowo, wieczorowo i szyby nieumyte, ale majowo jest. ;) I tak sobie pomyślałam, że to chyba miłość? Do ogrodu, przyrody, kwiatów, zapachu ziemi. Bo tylko miłość potrafi zdziałać cuda. Okazuje się, że wystarczy o tym poczytać, pooglądać i radość ogrodnika przechodzi na czytającego. ;))


Pozdrawiam już na pierwszym majowym wdechu
Ewa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...