czwartek, 17 sierpnia 2017

Marzenia o pogodzie

Dzień pierwszy - rano pochmurno, pewnie będzie padać, zostajemy w domu - dzień ładny, słoneczny.
Dzień drugi - rano słońce, ani jednej chmurki, jedziemy na wycieczkę - po południu niebo coraz bardziej zaciągnięte, od 14.00 pada.
Dzień trzeci - słońce nieśmiało wygląda zza chmur, wypogodzi się czy raczej nie? Po wczorajszym prysznicu zostajemy w domu - nie pada.
Dzień czwarty - rano pada, po południu pada, wieczorem pada, w nocy pada - wiadomo co robić.
Dzień piąty - czyste niebo od rana, ale trzeba się mieć na baczności, jedziemy czy nie, a co tam jedziemy - pada.
Dzień szósty - niebo zamglone, słońce przebija się przez chmury, na dwoje babka wróżyła, nigdzie nie jadę - i dobrze, bo pada.
Dzień siódmy - słońce, niebo niebiesko-białe - ???


Tak kochani, tak wygląda lato na północy. Od lipca. Ba, od czerwca! Nerwicy można się nabawić jak nic! Już opadam z sił, taka ciuciubabka z deszczem to nic zabawnego. A prognozy na ostatnie, podkreślam: ostatnie dwa tygodnie wakacji są dokładnie takie jak przytoczony przeze mnie tydzień. I masz babo lato! I zgaduj zgadula!

A weź, ziewnij na to!

Już mi się nawet pisać nie chce, czytać nie chce, tylko wakacji troszkę chcę. Troszkę pięknego lata chcę. Chcę poczuć wakacyjny luz, a do tego pogody słonecznej potrzeba. Dlatego bez zbędnych słów dziś pokażę kartkę urodzinową. Zrobiona dla młodej osóbki ze scrapkowym łapaczem marzeń. Nie mogłam nie wykorzystać tych łapaczowych papierów. Moim zdaniem to świetny motyw na kartkę urodzinową właśnie. Niech jubilatka sięga po wielkie marzenia! :)





Przy okazji mogę ją zgłosić na wyzwanie w Crafty moly, które trwa jeszcze do 22. sierpnia pod hasłem "Koronki". Koronka miała się znaleźć na kartce w dowolnej formie - papierowa, tekturkowa, szydełkowa, stemplowana. Użyłam koronki z tworzywa, którą pomalowałam i pobrokaciłam, i która stanowi imitację prawdziwej koronki, które wypełniają moje łapacze. ;)


Banerek do wyzwania i moja praca.



Życie bez problemów pogodowych... ;)


Pozdrawiam, słońca i uśmiechu życzę
Ewa


piątek, 11 sierpnia 2017

Co słychać w ogródku?

Dawno nie było u mnie postów ogrodniczych, przepadłam z nimi na amen i cisza głucha nastała - to wszystko (nie)stety za sprawą ogromnych zmian. Teraz o nich pisać nie będę, bo to grubsza sprawa, lecz nie mogę się po prostu powstrzymać, by nie pokazać paru zdjęć letniego ogródka. Nie byle jakiegoś tam, lecz mojego, wyśnionego i wymarzonego. ;))


Uwielbiam zieleń, kwiaty, naturę. Wśród nich odpoczywam, przy nich się wyciszam - nawet wtedy (a właściwie przede wszystkim wtedy), gdy trzeba pielić, podlewać, siać, sadzić i pielęgnować, a potem patrzeć czy równo rośnie. ;) A pomyśleć, że gdy byłam młoda, nie widziałam w tym nic pociągającego! No i te robaki wszędzie!!! :)) Cóż, w końcu ziemski znak jestem, nie ucieknę przed tym, co w gwiazdach zapisane zostało. ;)



Radość moja na widok pierwszych ploników jest jak radość dziecka, która okrąża Ziemię i wraca jak bumerang, by ją podwoić i potroić powodując podskoki i piski. Każdy z nas nosi w sobie kawałek dziecka przez całe życie, a ja swojemu daję dojść do głosu. ;) Ale jak tu trzymać jego zachwyt na wodzy, gdy oczy zobaczą swój pierwszy w życiu pomidor?!


Albo rzodkiewki, ogórki, cukinię, fasolkę, buraczki, marchewki...



... a nawet własne pierwsze ziemniaki!


 W czerwcu radością były trzy kiście porzeczek, w lipcu agrestu sześć gron, a w sierpniu jedna malina! :)) Za to ile radości! ;)


Zielonego ci u mnie dostatek, a nawet naddatek. ;)


Jedynie kwiatów nie ma co fotografować, bo deszczowe lato pozbawiło je urody. Ostróżki, malwy, dalie, kosmosy starają się dzielnie trzymać, lecz nie do twarzy im w zgniłych sukienkach.


Na szczęście motylom to nie przeszkadza.



I na koniec ostatnia nasza radość - mały florysta. ;)


Pozdrawiam
Ewa

niedziela, 6 sierpnia 2017

Nostalgicznie

Ostatnio, jak zapewne zauważyłyście, biorę udział w wielu wyzwaniach. Traktuję je jako mobilizację do twórczych prac, jako kreatywne pobudzenie szarych komórek, ale także jako inspirację, a zarazem przyjemną naukę. Nie na wszystkie mam oczywiście czas, choć oczy świecą się na wiele z nich, to niestety nie umiem jeszcze rozciągnąć doby. ;) Zauważyłam, że jednym z takich wyzwań, które jednocześnie stanowi dla mnie prawdziwą lekcję są tak zwane lifty. Nie dosyć, że prezentowane kartki są cudnej urody, więc już sama inspiracja taką kartką jest świetna, to jeszcze można, a właściwie trzeba takową elegancko skopiować! ;) Dla mnie jest to niesamowity krok naprzód w zgłębianiu scrapbookingu, przełamuje niepewność w komponowaniu i ogólnie dodaje odwagi w  tworzeniu. Dlatego z czystą przyjemnością zabrałam się za lift pięknej kartki Ewy S. ogłoszony na blogu Towarzystwa Dobrej Zabawy. 


Po raz pierwszy zrobiłam kartkę kombinowaną, czyli nie jakiś zwykły kwadrat czy prostokąt a kartkę typu "fiku miku". ;) Dla mnie to odkrycie na miarę Ameryki! Od tej pory moje twórcze horyzonty poszerzyły się jak bary kulturysty przed mistrzostwami Bodybuilding! ;) I mogę kombinować. ;)


 Zgłaszam mój lift na wyzwanie do Towarzystwa Dobrej Zabawy.

Tworząc tę kartkę wykorzystałam papiery Lemon Craft z serii House of Roses, w których się po prostu zakochałam! Jak dla mnie są obłędne. Kartki same wychodzą ślicznie, nawet u niedoświadczonego twórcy. ;) Są pięknie nostalgiczne, dlatego poszłam za ciosem i zrobiłam kolejną karteczkę. I wiem, że nie ostatnią z tej kolekcji. 


Oczywiście teraz widzę, że mogłam ją zrobić bardziej przestrzennie, tak jak i lift Ewy, ale to ten brak odwagi i doświadczenia jeszcze mnie blokuje, ale będzie lepiej! 



Myślę, że mogę ją zgłosić na pierwsze wakacyjne wyzwanie Lato z Lemon Craft, pod tytułem "Powrót do przeszłości". Wyzwanie trwa całe lato, będzie ich w sumie cztery (drugie było świąteczne, więc u mnie pojawią się w sierpniu trzy zimowe karteczki wzwaniowe, a wczoraj pojawiło się już trzecie, dla mnie trudne, bo z użyciem zdjęcia lub grafiki, a tego nigdy nie próbowałam), ale można się zgłaszać cały czas i dodawać prace. Bardzo bym chciała zdążyć na wszystkie, ale jak to będzie - nie wiadomo... :) W każdym razie Dom Róż ze swoimi wyblakłymi barwami, pocztowymi kartkami i stemplami idealnie nadaje się do stworzenia kartki niczym starannie zachowanej pamiątki z przeszłości. Bo wspomnienia, te którym było dane przetrwać, prędzej czy później oblekają się w patynę przeszłości.


Na koniec, tak a propos wyzwań, chciałam poinformować, że mój niebieski łapacz zdobył trzecie miejsce w wyzwaniu Koronkowa robota. Bardzo dziękuję! :))



Dzisiaj żegnam się z Wami lekko nostalgicznie
Ewa


środa, 2 sierpnia 2017

Pokoik z widokiem na morze

Mój ostatni post o łapaczu i pstryknięcie kilku elementów wystroju pokoju mojej mamy oraz tego co za oknem, a także fakt, że bywam teraz w domu rodzinnym codziennie, potrącił nostalgiczną nutę w mojej duszy. Naszła mnie refleksja nad wspomnieniami z dzieciństwa. Każdy je ma, każdy inne, i każdy pełne serce. Inne mogą się pozacierać, porozmywać i zagubić na przestrzeni upływającego czasu, ale te z dzieciństwa są najtrwalsze, najliczniejsze i chyba najskrupulatniej przechowywane.


Jedno z takich właśnie wspomnień - obrazów z mojego dzieciństwa, to widok z okna. Jest taki jak na zdjęciu powyżej i taki zostanie w mym sercu na zawsze. Moje biurko stało pod oknem i cokolwiek przy nim robiłam, czy to odrabiałam lekcje, czy wkuwałam słówka, rysowałam, czy pisałam pamiętnik zawsze w przerwach patrzyłam na morze. W ile barw przez te lata morze się oblekło, nie zliczę! O każdej porze dnia z niebem w kolory grało. Było blade i zziębnięte, stalowoszare i ponure, było atramentowe, kobaltowe i lazurowe. Było jaskrawe i było zamglone. Wzburzone i gładkie jak szkło. Niebo nad nim bywało puste jak płótno gotowe na pierwsze dotknięcie artysty albo pomazane różowawą farbą zachodzącego słońca niczym żywą ekspresją dziecięcych paluszków. Było nakrapiane dziesiątkami obłoków. Chmury nieraz tak ciężkie wisiały, że brzuchy prawie w nim moczyły. A ile piorunów przez ten czas połknęło, ho, ho! :)



Nie wiem, czy na tym zdjęciu dobrze widać cienką linię na horyzoncie, bo chciałam się Was zapytać jak myślicie: co to może być? Podpowiem, że to nie Szwecja. ;))


Poniżej zbliżenie owego lądu.... Pewnie trudno w to uwierzyć, ale to Półwysep Helski! Tak, tak, przy ładnej pogodzie, gdy widoczność jest dobra, można z sopockich okien mojego gniazda zobaczyć Hel z jasną plażą, sosnowym lasem i miniaturowymi domkami na brzegu, które po zmroku mrugają do nas punkcikami światełek. Może uda mi się kiedyś zrobić i takie nocne zdjęcie.


A tymczasem, na koniec, jeszcze jeden widok z okna... wieczorny, przy zachodzącym słońcu.


Dobranoc
Ewa


niedziela, 30 lipca 2017

Koronkowe niebo

Pozostaję w temacie łapaczy. Lubię je wykonywać i to w różnych stylach - te stonowane i kolorowe, romantyczne i surowe, małe i duże. Ostatnio były plecione, to dzisiaj dla odmiany będzie koronkowy. Jest coś uspokajającego w powtarzalnym powoływaniu do życia różnokolorowych okręgów. Myśli odpływają zlewając się z monotonnym szumem deszczu w jedno, by zatoczyć wraz z nicią kordonka kolejne koło.

Ten łapacz miałam zrobić już dawno, ale ciągle coś przeszkadzało. Potem myślałam, że zrobię go na imieniny, ale teraz mam zupełnie inny pomysł na imieninowy prezent w głowie, dlatego powstał bez okazji. Choć bez okazji, to po to, by łapać dobre sny i marzenia.


Zrobiłam go dla mamy. Jest koronkowy - w kolorze nieba, które widać, gdy leży się na łóżku i w kolorze morza, które widać, gdy się na łóżku usiądzie. ;) Ma koronki, wstążeczki, piórka i serduszka, które obowiązkowo musiały być ;) oraz po raz pierwszy pomponiki na obręczy. Jest romantyczny i kobiecy.


Myślę, że wpisuje się w klimat pokoiku...



Mój niebiański koronkowy łapacz zgłaszam na #21 wyzwanie w DIY - zrób to sam: Koronkowa robota.



Dobrego tygodnia!
Ewa


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...