piątek, 28 kwietnia 2017

Wspaniałe chustecznikowanie ;)

"Stałem się panem świata żebrząc u drzwi Twoich.
I choćby świat się rozszalał jak spienione morze –
nie podniosę żagli, okręt twojej miłości jest mi kotwicą." 


Skompromituję się dokumentnie tym wyznaniem. To znaczy nie tym, co przed chwilą przeczytałyście, tylko tym, co teraz nastąpi. :) Nawet myślałam, żeby może o tym nie wspominać, jakoś to dyskretnie przemilczeć, ale trudno - obciachu narobię sobie i już. :) Może pamiętacie, bo wspominałam kiedyś, że nie oglądam seriali, żadnych seriali. Tak z definicji. Nie mam czasu ani ochoty. A już takich tasiemcowych, to nawet mowy nie ma! A w życiu! Na głowę bym musiała upaść, żeby tracić czas na takie bzdury. Ale przyszła kryska na Matyska, jak to się mówi, i choć upadku nie przypominam sobie, to jednak jakiś uraz głowy musiał mieć miejsce, bo uległam. Ale muszę wyraźnie zaznaczyć, że się opierałam. ;)


Fabuła, jak to fabuła, przy tylu odcinkach raz lepsza, raz gorsza, a pałacowe intrygi czasem bardziej a czasem mniej głupawe, ale nie przejmuję się tym, bo nie dla akcji ten serial oglądam, lecz dla obrazów! Ta zjawiskowość kolorów, ta plastyczność kadrów! Te zdobienia, stroje, wnętrza - po prostu cudo! Nie dziwię się, że ten turecki serial historyczny o naprawdę niezwykłym, a u nas zupełnie nieznanym, XVI-wiecznym władcy osmańskim - Sulejmanie I, zyskał taką popularność na całym świecie. 


Nie przypominam sobie, abyśmy na lekcjach historii uczyli się o najpotężniejszym i najdłużej panującym sułtanie państwa osmańskiego, które pod jego panowaniem objęło aż trzy kontynenty. Był to człowiek wszechstronny i wyjątkowy -  zreformował prawo, administrację i finanse państwa, rozbudował flotę. Był mecenasem kultury i sztuki, sam również  tworzył biżuterię i pisał poezję pod pseudonimem Muhibbi. Był osobą sprawiedliwą o wysokiej moralności. Po śmierci zyskał przydomek Wielki czy też Wspaniały.


No i oczywiście to, co jest również interesujące w tym serialu, to zderzenie ówczesnej obyczajowości europejskiej z zasadami życia panującymi w muzułmańskim państwie islamskim. Cóż, obca kultura, zupełnie inne zwyczaje i potęga imperium Osmanów ukazane z wielkim rozmachem w superprodukcji "Wspaniałego Stulecia" wpłynęły na sukces serialu.


I teraz przy prasowaniu, zamiast penetrować zakamarki własnej psyche i rozkładać życie na czynniki pierwsze (co zazwyczaj robiłam przy prasowaniu), albo snuć marzenia (co robię przy każdej nadarzającej się okazji), puszczam sobie "kolejsetny" odcinek i szusuję żelazkiem po koszulach niczym padyszach na swym białym koniu po polach bitewnych, albo nałożnice po kamiennych korytarzach seraju. 😁


Wzięło mnie przy okazji na pałacowe chusteczniki. Pierwszy w złocie i turkusach zrobiłam już wcześniej, ten drugi, w srebrzystej zieleni - przedwczoraj. Pięknie się mieni beżowym odcieniem srebra, lecz tego zupełnie nie widać na zdjęciach. Nawet nie wiem, czy widać, że jest zielonkawy. ;) Przy obu chustecznikach pobawiłam się postarzającymi mediami, patynami, metalicznymi farbami i woskami, oraz użyłam kryształków. Uraz głowy zrobił swoje. :))


A na koniec wiersz Muhibbiego.

Co to za dźwięki Sulejmanie ?
Rozpoznasz je, jeśli się zbudzisz i zaczniesz nasłuchiwać?
Ten deszcz.., czyje to łzy? Za kim płyną?
To błyszczące  ciemne niebo - czyją jest twarzą?
Przyjaciela? Wroga?

Wszystkie nasze czyny wzbudzają w naszych sercach drżenie setek werbli.
Jutro, kiedy umrzemy usłyszymy ich dźwięk.
Dziś głupota zatyka nasze uszy.
Zasłania oczy przed prawdą.
Dlatego szamoczemy się w pragnieniu miłości i strachu przed jutrem.

Zapal tę świecę własnej bezmyślności ogniem uczucia
i uwolnij się od własnej ślepoty.
Ten świat jest twoim więzieniem.
Każdy więzień cieszy się, gdy jego lochy popadają w ruinę.
A zatem ciała nasze są lochem dla naszych dusz.
Kiedy śmierć zrujnuje nasze ciała i obróci je w proch,
dusza stanie się wolna i połączy się z Bogiem.

Zmądrzej i nie oczekuj od nikogo wierności w tym lochu zwanym życiem.
Nie istnieje wierność na tym świecie.
Ten świat nie jest miejscem, w którym można żyć.
Nawet poranek tutaj jest kłamstwem,
bo za nim ukrywa się noc.

Pozdrawiam obciachowo ;)
Ewa


piątek, 21 kwietnia 2017

Mija czas

Kwiecień - zupełnie zwariowany miesiąc. I tak już chyba będzie na wieki. A może coś się zmieni za kilkanaście lub kilkadzieścia lat? Na razie tego nie wiem, więc póki co kwiecień mi się jawi niczym trąba powietrzna, albo tornado jakie! Przyjdzie, porwie, zawiruje, zamiesza i pozostawi do ochłonięcia. I tak rok w rok o tej samej porze. Niby jest w tym przewidywalność, lecz na nic się ta wiedza zda, gdy się przed tym nie da uchronić. ;) 


Poza tym kwiecień to taki miesiąc, gdy soki zaczynają szybciej krążyć. Docierają do wszystkich uśpionych przez zimę komórek i zaczyna się chcieć. Tak generalnie chcieć, gdyż budzi się po prostu chcenie. Budzą się nowe idee i pomysły, wychodzą także na powierzchnię pilne sprawy pozimowe. Pobudzone nagle soki uderzają do głowy i człowiek nie wie za co ma się łapać! :))

W konsekwencji znów wypadłam z rytmu blogowego, a już było tak pięknie. Był plan i ja. I razem  radośnie wsiadaliśmy w kolejne posty i odjeżdżaliśmy zgodnie z rozkładem jazdy. A potem mijał czas i plan się rozjechał, a właściwie to ja się spóźniałam. Wciąż pilniejsze sprawy czekały na mnie tam, po drugiej stronie ekranu. I choć Ewa po drugiej stronie ekranu ;) jeszcze nie ochłonęła, to dziś, w ten zimny, wietrzny kwietniowy piątek postanowiła złapać jakiś ekspres na bloga i pomachać z okienka. :)) 

Mija czas, minie kwiecień, chyba złapię rytm? ;)

Pozdrawiam
Ewa


niedziela, 16 kwietnia 2017

Wielkanocne życzenia

Kochani,

nie było mnie ostatnio, ale porwały mnie wiry życiowe - te przyziemne i te podniebne. :) Ciężko wysupłać mi czas na bloga, ale może w maju będzie lepiej!
Dziś wpadam dosłownie w ostatniej chwili i dosłownie na momencik, aby złożyć Wam świąteczne życzenia. Wiosenne kwiaty na balkonie przystroiły się dziś w śnieżne ozdoby, czyli zaczynamy mieć nową tradycję - na Boże Narodzenie ciepło, na Wielkanoc zima! :)) Ale nic to, ja Wam za to życzę, 

by słoneczna pogoda zawsze gościła w Waszym sercu
by radość była silniejsza niż smutek
a śnieżnobiałe światło promieniało od Was
na wszystkie strony świata!

Weselmy się!


Z pozdrowieniami
Ewa


środa, 22 marca 2017

Jaja sobie robię!

Dosłownie i w przenośni, bo dom zaśmieciłam dokumentnie! Cały stół, towarzyszące mu krzesła i część podłogi. Istne jaja! Da się scrapki wykonać mniej ekspansywnie? No nie wiem. ;) U mnie w każdym razie rozpełzło się na wszystkie strony i dzieciom nie miałam gdzie obiadu podać! :)) Jadły po japońsku przy kawowym stoliku. ;) Ale tak mnie wzięło, tak mnie wzięło, że... tego się nie da opowiedzieć. :)) Po prostu nie wiem, co mi się stało. Chyba jakaś siła wyższa nakazała mi zabrać się za robienie kartek wielkanocnych! Kazała zostawić pranie i sprzątanie i zmusiła do wyciągnięcia wszystkich potencjalnie potrzebnych rzeczy w celu stworzenia kartek! No opętało mnie, jak nic, bo przecież wiecie, że scrapek nie robię. Raz kiedyś się za nie zabrałam i się zniechęciłam. Cóż, nie wszystko jest dla każdego. Aż tu nagle, niespodzianie, przyszła pomroczność jasna i zasiadłam do dłubania.


Zdecydowałam się nie zabierać się za wszystkie style i kolory na raz (jak to ja). Ograniczyłam się do jednej palety barw i tylko w obrębie tych kolorów postanowiłam działać. Zaczęłam znosić jaja. :) Wszystkie wyjdą bardzo podobne, trudno. Ale jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, iż mimo, że stosowałam papiery w dwóch barwach i te same dodatki, każda wyszła inna. Radość sięgnęła zenitu!:)) I muszę się przyznać, że bardzo mi się spodobała taka robota. ;) Teraz czas na inne zestawy kolorystyczne. Ale muszę najpierw posprzątać. ;)

1.

2.
3.
 4.
 5.
 6.
 7.
 8.
 9.
 10.
 11.

Jakby ktoś miał ochotę na takie jajo jako kartkę z życzeniami, czy zawieszkę, bądź też jako dodatek do prezentu świątecznego, to zapraszam do kontaktu mailowego. Koszt 10-12 zł + koszty wysyłki (lub odbiór osobisty).

Pozdrawiam już wiosennie
Ewa


sobota, 18 marca 2017

Skończyć nieskończone

Idę za ciosem. No dobrze - staram się. Co prawda, ostatnio zauważyłam, że tempo nieco zwolniło, ale marzec to dobry czas by przypomnieć sobie pierwotne założenia, bo pierwszy kwartał powoli  się kończy. Uczepiłam się tematu mobilizacji sił i karmiłam się nim cały styczeń, ale przyznam się, że dla mnie to coś więcej niż priorytetowy priorytet i zadanie stojące absolutnie w pierwszej kolejności poza kolejnością. I tak naprawdę nie dotyczy systematyczności, konsekwencji, czy regularności, choć oczywiście z tym jest niezaprzeczalnie związane. Dotyczy zmiany.


Tak, jak pisałam w pierwszym poście, wszelkie postanowienia nie miałyby racji bytu, gdyby nie uświadomiona potrzeba zmiany. Nie ma potrzeby - nie ma postanowień, ani planów, ani marzeń, bo i po co? Potrzeba jest oczywiście stanem subiektywnym, każdy ma inne i każdy je inaczej i gdzie indziej odczuwa. ;) Ale jedno jest wspólne - jeśli tak, jak jest, jest wystarczająco dobrze, jest w nas akceptacja i zrozumienie - zmian nie oczekujemy, bo nie potrzebujemy niczego zmieniać. Lecz gdy coś nam przeszkadza, gdy dostrzegamy coś, co wymaga poprawy, budzi się chęć ulepszenia czegoś w naszym życiu lub w nas samych i zaczynamy to zmieniać. Oczywiście jeśli tylko leży to w zasięgu naszych możliwości i mamy na to wpływ (bo nie zawsze tak bywa).


Tak się szczęśliwie składa, że na kilka rzeczy mam jeszcze wpływ. :) Na tych kilka-dziesiąt rzeczy, na które przymykałam oko i udawałam, że nie dostrzegam. Na tych kilka-set rzeczy, które nie dają spokoju, bo wymagają poprawy/naprawy/wymiany/uzupełnienia, a mimo to trwają spokojnie. Na tych kilka-tysięcy drobiażdżków, z których składa się codzienne życie. W końcu doszłam do wniosku że tak, jak jest, jest niewystarczająco dobrze i poczułam przemożną potrzebę doprowadzenia do finału wszystkich oczekujących na dokończenie przedsięwzięć. Wszak sama je na tę prowizoryczność skazałam. I nie łudzę się wcale, że zajmie mi to chwilkę lub dwie. Tymczasowe odroczenie zamieniło się w stałą niezmienną i nagle zaczęło przeszkadzać. Ów dyskomfort uświadomił potrzebę zmiany, potrzeba zmiany uruchomiła działanie, działanie... wywróciło mój dom (i nie tylko) do góry nogami. :) Ale nie spocznę dopóki nie zadam kresu memu cierpieniu! Muszę skończyć nieskończone! A potem mogę już żyć, czyli tak gdzieś od przyszłego roku. :))


Nie ukrywam, że troszkę się tego nazbierało. Oprócz wielkich remontów domowych kątów, są też średnie naprawy i modernizacje oraz małe rekonstrukcje i renowacje. A co gorsza, także gigantyczne drobiazgi, do których należą między innymi moje wszechrobótki. ;) Ważne jest także dla mnie rozpędzenie zmian w obszarze zdrowia - tego holistycznie pojmowanego. Ale przecież z nikim się nie ścigam, nic mnie nie goni, terminów nie ustalam, choć dwanaście miesięcy niczym dwanaście prac Herkulesa może nie wystarczyć, bo to przedsięwzięcie jest niezwykle rozległe i czasochłonne. I dla mnie bardzo ważne. Zatem krok po kroku kończę to, co skończenia wymaga. Czasem jest to skok, a czasem tiptopek, ale nie ma to znaczenia dopóki posuwam się do przodu. I patrzę jak czas powoli się wchłania w ten jakże upragniony cel. ;) Mam nadzieję, że od czasu do czasu w ramach osobistego cyklu SN - Skończyć Nieskończone, będę mogła także wrzucić coś na bloga. :) Choć zdarza mi się (niestety) zamiast kończyć, zaczynać nowe nieskończone... no taki gen! ;)

Dziękuję za uwagę i jak zawsze pozdrawiam Was gorąco
Miłego weekendu - ostatniego zimowego, bo wiosna już w poniedziałek! Przynajmniej w kalendarzu. :)
Ewa


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...