wtorek, 22 listopada 2016

Przespane łapacze

Odgrzewam kotlety. Kotlety były zamrożone i niepokazywane, więc właściwie powinnam napisać, że je odmrażam a nie odgrzewam, ale nie bądźmy drobiazgowi. 😉 Jak Wam już wspominałam, mam trochę prac, które przez ostatnie pół roku całkiem dobrze się miały w domowym zaciszu. Dzisiaj chciałam Wam pokazać łapacze, które przespały od czerwca, a inspiracją stał się mój nowy ogrodniczy nabytek...


Nie będę się rozpisywać, bo nie ma o czym. 😉 Po prostu pokażę i już. Większy ma 25 cm średnicy, a mniejszy 18 cm. Jeden idzie bardziej w fiolety, drugi w pąsowe czerwienie. Z racji tego, że była to późna wiosna, znalazły się też kwiaty.

 Większy z gęstą brodą




i mniejszy


I to by było na tyle odmrażania na dziś. 😉

Pozdrawiam

Ewa

środa, 16 listopada 2016

Pismo obrazkowe?

Od pewnego czasu coraz częściej natrafiam na opinie, że podstawą bloga są zdjęcia. Nie ważny jest tekst, a przynajmniej nie tak ważny jak obrazki. Ranga fotografii jest dużo wyższa niż ranga tekstu, bo odwiedzający bloga nie lubią się męczyć czytaniem! Muszę się przyznać, że nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy, bym obejrzała jedynie zdjęcia nie czytając ani słowa. Ale to mnie się nie zdarzyło i wcale nie oznacza, że trend jest inny. Zbyt wiele stron do przejrzenia, zbyt mało czasu - rozumiem, że to wymusza pewne zmiany. Ale sama nie wiem, co sądzić o powrocie do pisma obrazkowego. Zgadzam się, że zdjęcia są ważne, nawet bardzo, ale dla mnie są one nadal uzupełnieniem treści. Nawet jeśli zdjęcia stanowią 90% całości, to są one wciąż dodatkiem do zamieszczanego tekstu a nie odwrotnie.  To, co zawarte w literach i to, co pomiędzy nimi buduje przekaz.


Gdy odwiedzasz czyjś blog już dłuższy czas, wiesz gdzie ta osoba trzyma buty w przedpokoju, jaką ma kanapę i dywan, w jakim wazonie stoją kwiaty na kuchennym parapecie. Wiesz jak wyglądają dzieci, jak pies czy kot, a jak grządki w ogródku. Znasz ulubione miseczki, ramki na ścianie i lampę nad stołem. To wszystko odkrywasz ze zdjęć właśnie. Ale między pojemnikiem na szczoteczki do zębów a wzorem pościeli w sypialni kryje się coś znacznie więcej. Bo nawet, gdy nigdy nie widziałeś żadnej z tych rzeczy, to gdy odwiedzasz czyjś blog już dłuższy czas, wchodzisz w ten świat. Wchodzisz w intymność tej osoby, w jej myśli, pragnienia, w jej wrażliwość i temperament. Nawet gdy pisze na ściśle określony temat i pisze mało, a najmniej o sobie, to i tak z tej niejawności można wydobyć poufne cząstki duszy (bez względu na to ile będzie dodanych zdjęć). Wystarczy wczytać się w to, co pisze. Tylko trzeba chcieć się wczytać. A potem można nacieszyć oczy obrazkami. :)

Pozdrawiam ciepło
Ewa


środa, 9 listopada 2016

Do bani z takimi postanowieniami!

Postanowienia są do bani - ta prawda jest bardzo dobrze znana wszystkim sylwestrowym entuzjastom. Niech mi tu ktoś zaraz rzuci kamieniem (tylko nie w monitor, proszę), kto choć raz w życiu nie poczuł porażki noworocznych ambitnych planów! Ja, jako dojrzała i doświadczona kobieta, od niepamiętnych czasów nie stosuję już strategii ustalania nowo-roczno-życiowego grafiku. W zamierzchłych czasach porzuciłam ten jakże szkodliwy psychicznie zwyczaj i jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Tymczasem nie zwróciłam w swej pysze uwagi, że ów "wyprychany" przeze mnie proceder zdarza mi się od czasu do czasu praktykować w innych ramach czasowych, na przykład jako nowotygoniówka lub nowomiesięcznica. Przyznać się muszę, że najczęściej miewam właśnie nowojesienne zamierzenia, chociaż nie powiem, że z nowowiosennymi ustaleniami jestem bez winy. Nie muszę chyba dodawać jak z tymi postanowieniami z innych pór roku wychodzi? Ano podobnie do tych sylwestrowych. Jak tylko wypowiem głośno jakąś moją decyzję, zaraz słyszę za plecami cichy chichot Losu: "ty, słyszałeś co Ewa przed chwilą powiedziała/napisała? Bo nie wytrzymam!" :)) Czy to tylko ja tak mam?


Wiecie już do czego zmierzam? ;) Piszę, choć postanowiłam nie pisać. Eee, do bani z takimi postanowieniami! No jakoś się po prostu nie dało. Jakoś się tęskniło, zżyło, myślało. Poza tym mija już piąty miesiąc resetu i ogarniania rzeczywistości, więc doszłam do wniosku, że chyba już wystarczy! Kobieto, ileż można! Opuść światy równoległe i wracaj, bo tylko tu prowadzisz bloga. :)) To jest twój najlepszy blog we wszechświecie (bo jedyny), więc pisz, co ci tam impulsy elektryczne do paluszków wyślą i... nic nie deklaruj, nic nie planuj, nic nie ustalaj, bo to tylko ułudy. Muszą istnieć. Bez nich nie moglibyśmy funkcjonować. Cudowna Virginia Woolf twierdzi, że "iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety." Zatem biorę głęboki oddech wypełniając płuca świeżą, czystą iluzją i wracam! :)

Pozdrawiam lekko oprószona śnieżkiem
Wasza Ewa

środa, 19 października 2016

I dokąd teraz?

Długo mnie nie było, zbyt długo. Poczułam, że muszę się odezwać, że powinnam. Chcę się odezwać, ale nie bardzo wiem, co mam napisać. Trzy miesiące przerwy to naprawdę dużo. Wypada się z rytmu, żeby nie powiedzieć z obiegu. ;) Wiele myślałam o dalszym blogowaniu, nie tylko w ciągu tych ostatnich miesięcy, ale już wcześniej.  A teraz, gdy tak wiele się przez ten ostatni czas u mnie zmieniło, naprawdę nie wiem czy wracać. 



Powiem szczerze: chciałam się dziś pożegnać. Nie chciałam dłużej tak bez żadnego słowa zanikać. Ale jakie tu słowa napisać? Nie znajduję żadnych najwłaściwszych. Cztery lata blogowania to nie jest szczególnie dużo, ale też nie mało. Po dość długim okresie adaptacji, poczułam w końcu przynależność do tej wirtualnej sfery, pewną swobodę przebywania w tym miejscu. Poczułam, że to też jest moje miejsce, mój kawałek podłogi. Na dodatek bardzo polubiłam ten kawałek. ;) Gdy tylko zobaczę na mojej liście "otwarte drzwi", korzystam z zaproszenia z przyjemnością i wpadam na zaprzyjaźnione blogi. I do mnie też wpadają cudowne osoby. Wytworzyła się więź, przynajmniej ja to tak odczuwam, z której ciężko jest zrezygnować. Mam też zaczętych, a mówiąc wprost to rozgrzebanych, kilka postów oraz mnóstwo prac niesfotografowanych jeszcze... szkoda mi tego nie dokończyć. Blog mobilizuje, pozytywnie podkręca do działania, podsuwa nowe pomysły - to dobrze stymuluje szare komórki, bez dwóch zdań, ;) ale...

Z drugiej strony, nie daję rady ogarniać wszystkiego tak, jak bym chciała, być wszędzie tam, gdzie bym chciała być i pisać tyle, ile bym chciała. Blogosfera rządzi się swoimi prawami, a ja nie jestem w stanie ich wszystkich przestrzegać. Głównym przeciwnikiem jest czas. A tego mi teraz baaardzo brakuje. Drugim przeciwnikiem jest tematyka - wciąż nie wiem, czy to o czym piszę rzeczywiście jest tak ważne, by o tym pisać? :) Pasje, zainteresowania, hobby - to wszystko do czego nas ciągnie, by się nauczyć, poznać, czy spróbować jest oczywiście istotną częścią naszej codzienności, to są przyprawy, które nadają jej smak, to dobrze, gdy są. Moich przypraw wciąż przybywa, ale wiem, że to tylko dodatek do głównej potrawy - życia. To nim przede wszystkim mamy się uważnie, bez pośpiechu delektować. Nauczyć się odróżniać i akceptować smaki nawet, gdy natrafimy na kęs mało zjadliwy, co jest normą w tej wyszukanej potrawie :) (ale od czego są przyprawy!). Tylko żeby zaraz o tym pisać?! :)))

Wydarzenia, jakie nastąpiły w moim życiu, manifestują się zmianami, które wciąż oswajam i próbuję się do nich dostosować - stąd moje milczenie. Ale wciąż potrzebny jest mi czas... <3
No i jak tu się pożegnać? I dokąd teraz? 

Kochane Moje, dziękuję za Waszą obecność, za Wasze towarzystwo, za Wasze inspiracje, za dzielenie się cząstką Waszego życia, za to, że jesteście! Dziękuję!!!

Wasza Ewa





sobota, 16 lipca 2016

No to się zawiesiłam!

Dziś coś mnie tknęło i zerknęłam na bloga. O, Matulu, miesiąc cały wisi mój chorobowy post, a wokół lato, wakacje, urlopy, ogrody. Jest sielsko, twórczo i leniwie, ;) jak to o tej porze roku bywa. No nie, przecież moja kotka nie może do jesieni leżeć na niedokończonym pledzie! Muszę/trzeba/powinnam/wypada się odezwać. Mam tyle rozpoczętych postów, tyle tematów, pomysłów - tylko usiąść i dokończyć. Ale nie mogę, a nie chcę się zmuszać, czy pisać na siłę. Tylko posty (jak zresztą każdy tekst) pisane z potrzeby serca maja to "coś", tę energię autora, która potrafi emanować z ekranu komputera, są żywe, plastyczne, bez względu na to czy są radosne, czy smutne. Na pewno wiecie o co mi chodzi i myślę, że się ze mną zgodzicie. 



Dlatego pojawiam się na króciutko, żeby podziękować za Waszą obecność mimo braku mojej i po prostu poinformować o wakacyjnej przerwie w pisaniu. Mam nadzieję, że wrócę rozpędzona jak pendolino z wieloma ciekawymi postowymi wagonikami. ;) A tymczasem znikam w stan zawieszenia. Bo czasami ze wszystkich dostępnych rzeczy, wystarczy człowiekowi tylko... wdech  i wydech. I właśnie tym przez jakiś czas jeszcze się pozajmuję. Wdech, wydech...

Pozdrawiam Was najczulej
Ewa


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...