piątek, 25 grudnia 2015

To już...

Pinterest


Był październik, ale minął. Listopad przemknął niezauważenie, a teraz kończy się grudzień. Już. Tak po prostu. Cichutko mijają  kolejne dni. Mijają też Święta, ale jeszcze trwają, dlatego wszystkim moim miłym podczytywaczom, którzy wciąż zaglądają mimo mojej nieobecności chciałabym złożyć najszersze życzenia bożonarodzeniowe oraz noworoczne:

spokoju w sercu
radości dziecka
życzliwości ludzi
miłości wokół
spełnienia marzeń 
 choćby tych najmniejszych
i dużo, dużo pogody ducha


Z powodu kłopotów z komputerem (między innymi nie mogę wgrywać zdjęć) nie pisałam wcześniej, choć miałam przygotowany post... w tych okolicznościach przyrody już nieaktualny, ale w nowym roku problem będzie rozwiązany i będę mogła znów wrócić do życia wirtualnego. ;)

Do poczytania w styczniu
Ściskam ciepło
Ewa


poniedziałek, 12 października 2015

Już październik

...i ta jesień rozpostarła melancholii smutny woal... 

jak śpiewał cudny Wiesław Michnikowski. ;) Ale póki co, to melancholii nie widać na horyzoncie, a i smutny wcale nie jest, bo jak do tej pory pogoda jest wspaniała. Nie do wiary, ale nie pożółkły jeszcze liście ani brzóz, ani klonów! Jedno co się zgadza, to październik. ;) I że niewątpliwie jest już jesień. Piękna, nie złota, lecz jeszcze całkiem kolorowa, letnio-schyłkowa. Tylko ogniki mrugające do mnie krasnymi oczkami, gdy skręcam do szkoły, kaskady czerwonego wina spływające ze ścian budynków i ogrodzeń, jarzębiny wystrojone w korale, zimne poranki i zimne wieczory, przypominają że dotarłam już do jesieni. Dziś przed południem, gdy na tarasie rozwieszałam pranie, w promieniach słońca ujrzałam moją październikową jesień jeszcze całą w rozkwicie... Złapałam za aparat i zupełnie niespodziewanie dla siebie wróciłam na łamy bloga. ;)


Moja pierwsza w życiu ogrodniczki malutka dalia zajęła dla siebie całą donicę i kwitła, kwitła, kwitła...

Hortensja, która w zeszłym roku tak mnie zachwyciła, że poświęciłam jej jednej mini post, w tym rozszalała się i znacznie zwiększyła swą objętość (jak zresztą wszystkie moje hortensje w tym roku).



Moja jesień, wbrew prognozom, wciąż zawiązuje pączki jednocześnie tworząc nasiona.




A coraz bardziej przerzedzające się pelargonie nadal odwiedzają senne motyle.



Goździki, w których się zakochałam, bo pięknie pachną i kwitną nieprzerwanie od maja aż do teraz. I gdy mróz ich nie zetnie, to widać, że zamierzają kwitnąć jeszcze dłużej.


Stokrotki afrykańskie nie przejmują się, że afrykańskich temperatur już nie uświadczą. ;)


Hmm, ja tu o kwiatkach i motylkach, a od dwóch i pół miesiąca wszelki słuch o mnie zaginął. A kiedy znów będzie słychać - nie wiem. Ciężki to będzie rok, bo czasochłonny. Najstarsze kończy szóstą klasę w obu szkołach, czyli czekają go/nas ;) testy kompetencji tu i tam oraz dyplom z instrumentu. Średnie kończy trzecią klasę i ma w tym roku komunię. A najmłodsze zaczęło pierwszą klasę i właśnie od ponad godziny siedzi obok mnie i pisze jedną stronę wyrazów: mata i tama. I jeszcze nie skończyło. Za to strasznie w tym czasie (aż dwukrotnie) zgłodniało, więc zjadło kanapki, potem spragnione okazało się okrutnie, więc gulgocze herbatą przy każdym łyku... A jeszcze religia czeka do pokolorowania! I kiedy ja mam pisać?

Od paru miesięcy żyję też w dwóch równoległych światach, ale to już jest temat na zupełnie inną opowieść.


Pozdrawiam ciepłojesiennie
Ewa

P.S.
Chyba czas umyć w końcu okno balkonowe, bo nie mogę siedząc przy stole łapać w kadr ptaszków przylatujących do stołówki, gdyż okno od pewnego czasu służy jako tablica ważnych ogłoszeń...:)


E.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Miejsce




Kochani, na ten letni, wakacyjny czas, gdy bywamy w tylu różnych miejscach, przesyłam Wam moją ukochaną lawendową różę wraz z myślą średniowiecznego indyjskiego poety, mistyka i filozofa, byśmy pamiętali, że to jedno najważniejsze miejsce jest zawsze wewnątrz nas.
A ja już od paru dni rozpoczęłam urlop całą rodzinką w komplecie! Zatem znikam, rozpływam się i relaksuję. Puszczam myśli wolno i szukam kwiatów w sobie. :)) Potrzebny jest taki czas...

Wszystkiego dobrego
Ewa


wtorek, 14 lipca 2015

Pudełeczka w róże

Tak jak Wam pisałam ostatnio, wzięło mnie na dekupażowanie. Oj, dawno nic nie robiłam, bardzo dawno! A to nie było czasu, a to chęci, natchnienia i mnóstwa innych wykrętów... I tak zleciał ROK calutki, dacie wiarę? Za to teraz nadrabiam stracony czas i cieszę się przy tym jak dziecko. :)) Dać dziecku dawno nie widzianą zabawkę - ile radości, znacie to? :)) Przede wszystkim pokończyłam rozpoczęte prace. Dziś pokażę pudełeczka, a następnym razem chusteczniki.


Zanim jednak do tego przejdę muszę się przyznać, że długo dojrzewałam do pewnej myśli. Dziś zebrałam się na odwagę. ;) Jak wiecie dłubię sobie czasami przy tych drewienkach, bo lubię, bo sprawia mi to przyjemność, bo się przy tym odprężam, bo taką mam po prostu ochotę. A potem wkładam te prace do wielkiego pudła (lub dwóch, lub trzech) i chowam. I tam sobie leżą aż jakaś koleżanka lub koleżanka koleżanki nie potrzebuje nagle prezentu. ;)) Prace zawsze znajdują nowy dom, ale muszą trochę przedtem "pokartonować" sobie. I dlatego pomyślałam, że skoro prowadzę blog i pokazuję je tutaj, to może komuś się spodobają. Nie ma się co oszukiwać, typem biznesswoman to ja nie jestem, ale obserwując koleżanki blogowe, doszłam do wniosku: a właściwie czemu nie? Może tą drogą szybciej znajdą dom? W końcu to nie wino, nie muszą najpierw leżakować, prawda? :))

Tyle tytułem wstępu, a teraz przechodzę do prezentacji czterech pudełek. Trzy pudełeczka w róże - małe i duże oraz jedno z dziewczynką. ;) Lubię motyw róż, jest bardzo wdzięczny do pracy. Na dwóch z nich wykorzystałam te same retro róże w wiaderku. 

Nr 1 
Jedno z nich jest malutkie, dół cieniowany szarą zielenią ze złotem, góra szaro-różowa. Ozdobione szklącym guziczkiem na metalowej rozecie oraz delikatnymi białymi zawijaskami i kropeczkami. Wykończone lakierem z połyskiem (próbowałam pod różnym kątem robić zdjęcia, aby było widać).




Nr 1
Wymiary: 12,5x12,5x5 cm
Cena 35 zł + 10 zł wysyłka  


Nr 2
Drugie jest większe z czterema przegródkami w środku. Dół i wnętrze wieczka mają nieregularną strukturę w kolorze gołębim, brzegi "obite" tak jak wiaderko. ;)  Ozdobione wstążeczką z różą oraz perełkami. W środku różany guziczek. Wykończone w macie. Pełen romantyzm. ;)



 Nr 2
Wymiary: 16,5x16,5x7,5 cm


Nr 3
Trzecie jest również większe z przegródkami w środku i zamykane na zatrzask. Dół przecierany, by było widać strukturę drewna i postarzony patyną oraz wykończony satynową wstążeczką z materiałową różą. Wieczko cieniowane, patynowane, przecierane i kropkowane; w rogach ozdobne narożniki. Wykończenie: półmat. Jak z babcinej szuflady. ;)



Nr 3
Wymiary: 18x15x8 cm


Nr 4
Ostatnie pudełeczko nie jest różane, ale kwiatki ma. ;) Ma również przegródki w środku na spineczki, gumeczki czy inne dziewczęce skarby. Dół oraz przegródki delikatnie różowe w kremowe kropeczki, widoczna faktura drewna. Całość delikatnie patynowana. Na przedzie ozdobny błyszczący guziczek. Na wieczku oraz wewnątrz wypukłe, błyszczące kwiatki oraz motylki, kropeczki na spódniczce oraz wstążeczki we włosach oraz przy bucikach. Wykończenie: matowe. Dla retro panienki. ;)




  
Nr 4
Wymiary: 16,5x16,5x7,5 cm
Jeśli komuś się coś spodobało i chciałby przygarnąć, to proszę o kontakt na maila.

Uściski Wam ślę gorące, letnie, wakacyjne...
Ewa


środa, 8 lipca 2015

Jeszcze jest czarny bez

Przynajmniej u nas na północy Polski można się jeszcze załapać. ;) Przez tę chłodną wiosnę wszystko w przyrodzie troszkę się przesunęło. Niemniej jednak długo wyczekiwane upały dotarły w końcu do nas, by roztopić nasze mózgi. ;) W każdym razie mój przy takich temperaturach się topił! Dlatego przyszły deszcze i burze, by nas troszkę ostudzić. ;)) A że jeszcze do niedawna trwałam sobie beztrosko w późnowiosennej aurze, to znalazłam w pierwszym wiosennym numerze nowego sielskiego czasopisma "Vita Rustica" prosty przepis na syrop z kwiatów czarnego bzu. Syrop bardzo lubię, bo znajduje wiele zastosowań, chociażby jako polewa do placków, czy naleśników, słodzik do herbaty, czy rozcieńczony z wodą jako lemoniada na upalne, wakacyjne dni, oraz jako składnik babeczek. Chciałam wypróbować ten przepis, bo jest ciut łatwiejszy (chociaż, naprawdę żadna przy nim robota) od tego, według którego robiłam w zeszłym roku. Jeśli ktoś ma ochotę porównać przepis zeszłoroczny, czy też zrobić nalewkę (pycha, polecam!), to odsyłam TU.


Przepis na syrop z kwiatów czarnego bzu

200 g baldachów bzu
pół kilo cukru
800 ml wody
1 cytryna pokrojona w ćwiartki
1 limonka

Kwiatki obcinamy niziutko przy nasadzie, czyli odrzucamy zielone łodyżki. W garnku podgrzewamy wodę z cukrem i gdy się rozpuści wrzucamy bez oraz cytryny (ja nie miałam limonki na stanie, więc dałam po prostu dwie cytryny), mieszamy i odstawiamy do ostudzenia. Potem przykrywamy ściereczką i wstawiamy do lodówki lub spiżarki na 24 godziny do naciągnięcia. Następnie dodajemy (25 g kwasku lub sok z cytryn w celu konserwacji) i przelewamy odcedzony do butelek. W lodówce może stać kilka tygodni, albo można zapasteryzować i wtedy może stać dłużej.



A teraz przepis na babeczki, które znalazłam w niemieckiej gazetce. Zwiększyłam proporcje, bo okazały się tak pyszne, że było ich zdecydowanie za mało. Wciąż jest za mało, więc cały czas udoskonalam, a ich jest wciąż mało! ;)) Zakochałam się w nich, przepadłam dokumentnie i rozpłynęłam w zachwycie! Są jak aksamitny puch! Nie mogę znaleźć lepszego określenia. Wypróbujcie, bo to najprawdziwsze niebo w gębie. ;)

Babeczki z syropem z czarnego bzu

150 g mąki
100 g cukru
cukier waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
1 cytryna/limonka
120 g masła
1 jajko
2 łyżki jogurtu naturalnego
4 łyżki syropu z kwiatów czarnego bzu


Opcjonalnie lukier (ja nie przepadam):
80 g cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny

Masło roztopić, cytrynę sparzyć, skórkę zetrzeć a sok wycisnąć. Miękkie masło wymieszać z cukrem, solą, skórką z cytryny, jogurtem i syropem i na koniec z jajkiem. Mąkę, proszek do pieczenia i cukier waniliowy wymieszać i połączyć obie "miski". Babeczki piec ok. 15 minut w 180 st. Potem wyjąć i  z trudem pozostawić do ostudzenia. ;) Zrobić lukier mieszając cukier z cytryną i polać spiralnie babeczki. Można przyozdobić pocukrzonymi kwiatuszkami (ja już nie miałam) :)



Pozdrawiam wakacyjnie
Ewa

sobota, 4 lipca 2015

Kto jest szczęśliwy?



Prawda, że proste? Czy ktoś sądzi inaczej? ;))


A jakie macie plany na ten upalny weekend? Korzystajcie z tropików... rozsądnie!
Uściski Ewa


środa, 1 lipca 2015

Jak osiągnąć cel?

Wiadomo jak - iść prosto wyznaczoną drogą, nie rozpraszać się, nie zajmować czym innym, mieć jasną wizję mety. Tak, teoretycznie tak, ale moja wizja mety jest bardzo szeroka. Powiedziałabym nawet, że z tendencją do tycia, w zależności od pomieszczenia, w jakim się akurat znajdę. Bo jeżeli ktoś myśli, że ja już mam wszystko wysprzątane, a teraz to tylko relaks horyzontalny, to jest w mylnym błędzie. ;)) Na hamaku to ja sobie powiszę niedługo, a teraz odpoczywam inaczej. Jakby ktoś po przeczytaniu jednak miał wątpliwości, uspokajam, że naprawdę odpoczywam. Czynnie. :))


Przy podlewaniu kwiatów na tarasie doszłam do wniosku, że jednak za gęsto posadziłam pelargonie. Napchałam je do skrzynki jak pelikan ryb do dzioba i teraz się ulewa. Pelargonii angielskich nie widać spod tych wiszących, więc wytachałam je i wsadziłam do nowych donic razem z czekającą na wsadzenie dalią i inną pelargonią - koleżanką bzów.

Bardzo proszę, czy ktoś dostrzega biało-różowe pelargonie w białej skrzynce?

Gdy przekwitły bzy (w prawym górnym rogu) stwierdziłam, że zamiast małej pelargonii między nimi przydałaby się większa roślina, która wypełni tyły kolorem. W tym celu zakupiłam (już wcześniej) szałwię omszoną. Czekały też na wsadzenie rutewki, ale nie mogłam znaleźć żadnej pasującej donicy aż do piątku. W rutewkach zakochałam się w zeszłym roku i bardzo zapragnęłam je mieć także u siebie na tarasie. Jeszcze nie kwitną, choć już pączulki mają, ale jakby ktoś był ciekawy jakie one są śliczne to zapraszam TU. Tak więc, rachu ciachu i bałagan na tarasie zrobiłam jak ta lala. :) Nie tylko zresztą na tarasie, bo ziemia jakoś się rozniosła i po domu.

Wielce zainteresowane towarzystwo, tylko do pomocy niechętne :)

Jak już jest bałagan, to można zrobić większy, prawda? Idąc tym tropem, zabrałam się za malowanie kratki na pnącza, bo pnącza na tarasie posiadam również. :) Farba okazała się nadzwyczaj cieknąca i mam ci ja teraz szorowanie kafli rozpuszczalnikiem. Ale o kratce i o tym w czym rosną pnącza napiszę, gdy kratka już zawiśnie, a one się będą po niej piąć. ;)


Poza tym wyszlifowałam kolejne deski na płotek balkonowy (w stylu: jestem stary i wiejski). Dziś zaimpregnuję, a jutro zabiorę się za malowanie ostatniego etapu! Hurra! Nie wiedziałam, że ten mój balkon taki dłuugi - desek a desek się napędzluję w tym sezonie, że hej! ;) A dojdą jeszcze podłogowe!


Ale za to teraz mam tak, szałwia zrobiła swoje, a miotła z mopem swoje. :)



I muszę powiedzieć, że mam ci ja również na tarasie agrest, który już czerwienieje, a ściślej mówiąc, to jedna sztuka na razie czerwienieje. :)


Gdy tak malowałam na tarasie wieczorową porą, doszłam do wniosku, że przecież również muszę dokończyć malowanie gabinetu. Pomalowałabym też łazienkę (bo farba już na to tylko czeka), ale mąż musi najpierw obciąć dwa zbyteczne kable wystające ze ściany, dlatego łazienkę sobie darowałam... chwilowo. W związku z tym wczoraj od rana wprowadziłam się z pędzlem do gabinetu. :)


Na "tablicy zrzucania myśli" tata często znajduje różne ważne informacje. ;) Na szczęście dzieci już wiedzą, że nie wolno zmazywać niczego (co wcześniej się zdarzało!), tylko trzeba sprytnie znaleźć sobie wolne miejsce. ;)) Tym razem w chmurce było wyznanie miłości. :)


Sprzątając gabinet po malowaniu wzrok mój wygłodniały padł na kilka rozpoczętych i nieskończonych prac dekupażowych. Tak więc, zrobiłam bałagan na stole w tak zwanym dużym pokoju, bo przy okazji zaczęłam kolejnych pięć rzeczy... ale o tym to już następnym razem.


Jak widać na załączonych obrazkach za porządki jako takie jeszcze się nie zabrałam - nie sprzątnęłam pokoi, nie zrobiłam remanentu w książkach i zeszytach, i w butach, które blokują dostęp do naszego mieszkania, nie poprasowałam, nie podpakowałam dzieci na obóz, nie zgrałam zdjęć (a miejsca już na karcie nie mam)... Ale za to przygotowałam syrop z kwiatów czarnego bzu, zamówiłam podręczniki dla dzieci i uprałam pościel. Czyli coś jednak zgodnie z planem zrobiłam, tylko gdy się wejdzie do domu, to w ogóle tego nie widać. ;) Grunt, że pierwsze dwa dni sobie odpoczęłam. Czynnie. :))

A zatem... do roboty, bo cel przed weekendem trzeba osiągnąć! Szczególnie teraz, gdy nie ma "Czekoladek", muszę korzystać, bo inaczej sprzątanie mniej więcej wygląda tak:  :))

Źródło: Matka po godzinach
Uściski słoneczne dla Was
Ewa

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Plany na początek wakacji

Czerwiec od paru lat (ze względu na moc okołodziecięcych atrakcji) nazywany jest przeze mnie z przekąsem "atrakcyjnym czerwcem" - na zasadzie skojarzenia z Atrakcyjnym Kazimierzem. :)) Na inne atrakcje w czerwcu czasu już nie starcza, w tym również na ogarnięcie domu. Dlatego teraz, gdy wakacje oficjalnie są już rozpoczęte, to uprzejmie donoszę, że wyprawiwszy "Czekoladki" na kilka dni spokojnie mogę zająć się sprzątaniem! :)



Jakby ktoś się zastanawiał dlaczego akurat takie ambitne mam plany na początek wakacji, to teraz rozumie. ;)))

Buziaki już wakacyjne
Jeszcze dam znać, a teraz zabieram się za robotę!
Ewa




wtorek, 23 czerwca 2015

Nie wiem

Maleńki bratek rośnie samotnie w wielkiej donicy z bzem. Jego zaskoczony wzrok każdego dnia próbuje znaleźć na wysokim niebie odpowiedź na wszystkie swoje ważne pytania? Czy zastanawia się nad upływem czasu? Nie wiem...


Naprawdę nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Nie mam bladego pojęcia, o zielonym nie wspominając. Po prostu nie wiem i już. Może inni wiedzą, tego też nie wiem. Ale wiem, że ja nie wiem, i że tak już zostanie. Bo czy ktoś wie dlaczego czas przyspieszył? Co tak podniosło ciśnienie wszechświata, że adrenalina skoczyła naszej planecie? Gdy szybciej bije serce, szybciej krąży krew. A przyspieszone "bicie serca" Ziemi oznacza szybszy upływ czasu.* Czy ktoś to jeszcze dostrzegł oprócz mnie?


Według naukowców ta zmiana może zostać niezauważona, gdyż nasza zdolność postrzegania upływu czasu potrafi takie zakłócenie zneutralizować. Postrzeganie czasu związane jest ze świadomością, a moja percepcja jakoś nie chce niczego wyrównywać. Za to dręczy mnie i męczy nieustannie wskazując, że obecnie wszystko mija zbyt szybko, w niezgodny z dotychczasowym porządkiem sposób. To, że coś z tym czasem jest nie tak, zauważam już od pewnego czasu. ;) Nieraz o tym przy jakiejś okazji wspominałam (bo jestem zafascynowana czasem jako zjawiskiem). I wcale nie chodzi o nadmiar obowiązków - o dzieci i ich zajęcia, o dom i zwierzęta, o ogród i szereg innych prac. Nie, to jest po prostu życie. Wiele osób ma takie lub podobne, lub równie zajęte. Tak było zawsze, jest i będzie. Nie o to chodzi.

Każdy żywy organizm w naturalny sposób jest dostrojony do pulsu naszej planety. Jesteśmy jej częścią, podlegamy jej prawom, dostosowujemy się do jej rytmu. Czy tego chcemy czy nie. I nie jest ważne jak bardzo się od niej odwróciliśmy, zapomnieliśmy o jedności, uwierzyliśmy we własne nad nią panowanie. Człowiek jest osadzony w czasoprzestrzeni, a czas nie jest pusty, jest treścią wypełnioną energią. Nie mamy wpływu na to, że wszechświat postanowił się rozszerzyć zabierając nam czas. Ale wciąż mamy wpływ na treść, jaką wypełnimy nasz czas - owo wieczne teraz, które teraz po prostu posuwa się szybciej naprzód. ;) A skoro mamy mniej czasu, czy to znaczy, że trzeba będzie nadać wszystkiemu nowy sens? Może.., tego jeszcze nie wiem.
Czas i przestrzeń na jednej łodydze :))

Tymczasem pozdrawiam :))
Ewa

* Zjawisko to jest związane z rezonanasem Schumanna, czyli elektromagnetyczną częstotliwością drgań Ziemi (zwaną też pulsem Ziemi), która przez tysiące lat utrzymywała się na stałym poziomie 7,86 Hz. Jako ciekawostkę powiem, że dokładnie tyle wynosi częstotliwość fal alfa naszego mózgu - to najlepszy dowód na integrację człowieka z Naturą. :) Podobno 50 Hz to tzw. "mózg Zen" - poziom oświecenia. Od 1986 roku odnotowuje się stały wzrost częstotliwości i obecnie znajduje się na poziomie około 16 Hz. Czyżby początek zmian dojrzałości świadomości ludzkiej? Nie wiem...

P.S. 1
Komu minął maj i czerwiec jakby to był jeden miesiąc, a nie dwa? Ja nie mogę uwierzyć, że lipiec już stoi w progu! :)

P.S. 2
Czerwiec jest dla mnie od paru ładnych lat najszybciej przemijającym miesiącem i rezonans Schumanna raczej nie ma z tym nic wspólnego! :))

E.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...