wtorek, 1 lipca 2014

Potrzebne konsultacje?

Niedzielę calutką przebimbałam. A co, w końcu nie często się zdarza, że nikogo nie ma w domu, tylko ja sama! I głównie delektowałam się niczym niezmąconym leżeniem. Ale widać jeden dzień leżenia mi wystarczy, bo już dnia następnego zaraz po otwarciu oczu miałam plan działania - przemalować pokój córci. Tak naprawdę, to na początek tylko dwie ściany, ale te ściany od jakiegoś czasu nie dawały mi spokoju. Wiadomo, że gdy dzieci nie ma w domu, to robota idzie dwa razy szybciej. Wiadomo również, że gdy męża nie ma w domu, to nie ma niepotrzebnego gadania, więc nad czym tu się zastanawiać? Trzeba to wykorzystać.
Wróbelek
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zaczynam mieć wątpliwości, czy to przypadkiem nie kwalifikuje się do leczenia? Albo przynajmniej nie wymaga konsultacji? Sama nie wiem...  W każdym razie pobiegłam do garażu po cekol i nim pierwszy kur zapiał miałam już załatane wszystkie dziury. :) Teraz mogłam spokojnie zająć się ogarnianiem domu. A gdy mąż wrócił, ucałowałam, wyrwałam w locie kluczyki i oznajmiłam, że lecę po farbę. Zdziwienie szybko ustąpiło przerażeniu. Co znowu wymyśliłaś? Nic wielkiego, tylko kontakty odczep od ściany! Gdy już znikałam za drzwiami usłyszałam mamrotanie, że strach mnie zostawiać samą w domu dłużej niż dobę. Oj, tam zaraz strach, przecież to tylko drobna zmiana. Wiem, że zdarzało mi się na przykład przestawić ścianę pod nieobecność męża, albo dobudować filar, więc może i strach uzasadniony. :)) Ale tym razem, to naprawdę kosmetyka, takie preludium do całościowego malowania. W końcu co to są dwie ściany?

Na dobrą sprawę, to pokazywać nie mam co - ściana jaka jest każdy wie. Róż z największych ścian zastąpił stonowany szaro-błękitny kolor o nazwie Dryfujące kry (swoją drogą ciekawa jestem kto wymyśla takie nazwy dla kolorów, np. Stalowa symfonia albo Fale księżyca? Głupie, prawda?). Zrobiło się jaśniej, czyściej i bardziej przestronnie. Przy okazji zamieniłam miejscami szafę (do której zamówiłam jednak siatkę kurniczą) z komodą, a co najważniejsze znalazłam w końcu biurko. I krzesło do tego biurka. :) Co prawda i tak wszystkie dzieci odrabiają lekcje na dole przy głównym stole, ale szkolne dziecko swoje biurko musi mieć. Szczególnie, gdy to dziecko uwielbia rysować, malować, wycinać, kleić... Ttwórczy bałagan nareszcie będzie robić w swoim pokoju. :) Mebelki zamówię po powrocie. Ale się cieszę! :) I pomyśleć, że gdyby nie to malowanie, nie miałabym tyle radości. Ale mężczyźni tego nie zrozumieją. ;))
Sikorka

Jeśli myślicie, że pojadę sobie a Was bez roboty zostawię, to się grubo mylicie. :) Po drodze z Castoramy, zahaczyłam wczoraj o działkę po czerwone porzeczki i wróciłam z pełną miednicą! Tak obrodziły, że aż oczy się śmiały. Szkoda, żeby się zmarnowało, a za dwa tygodnie na pewno do niczego by się już nie nadawały. Zrobiłam wczoraj nalewkę a dzisiaj ciasto i jeszcze zostało sporo. Zabieram więc ze sobą robotę na wieś i tam przygotuję syrop. Skubanie porzeczek pod gruszą będzie znacznie przyjemniejsze niż w domu. A zatem, do roboty, Kochane!

Nalewka na czerwonych porzeczkach

Pół kilo oczyszczonych porzeczek wrzucamy do słoja i tłuczemy (oczywiście porzeczki nie słój). ;)) Zalewamy gorącym syropem (litr wody + pół kilo cukru) i 700 ml spirytusu. Dodajemy 120 g rodzynków, kawałek laski cynamonu i 1 gwiazdka anyżku i 3 goździki. Mieszamy, zamykamy, odstawiamy w ciepłe miejsce i zapominamy na pół roku. Potem filtrujemy i rozlewamy do butelek. Na Sylwestra jak znalazł. :)


Kolorowy zwrót głowy

Przepis znalazłam w gazetce o tematyce ogrodniczej ;) i nieco zmodyfikowałam.

125 g mąki +60 g mąki ziemniaczanej
proszek do pieczenia
150 g masła
100 g cukru
50g zmielonych migdałów
3 jajka
cytryna

Sypkie produkty mieszamy, ścieramy skórkę z cytryny i wyciskamy sok, dodajemy jajka i masło i zagniatamy ciasto. Pieczemy 20 min. w 200 st. W międzyczasie mieszamy razem:

3 łyżki mleka
3 łyżki cukru
3 łyżki budyniu
ekstrakt waniliowy (może być cukier waniliowy)

i wsypujemy do gotującego się mleka (250 ml) mieszając. Zdejmujemy z ognia i wlewamy 100 ml ajerkoniaku mieszając. W przepisie było podane, aby na ciasto wyłożyć owoce, a potem  i zalać masą, ale stwierdzam, że lepiej będzie, gdy zrobimy na odwrót i ja tak następnym razem postapię. Chodzi tylko o stronę wizualną, bo w smaku niczym się nie będzie różniło, a owocki i tak się przykleją. :) Wysypujemy czerwone i czarne porzeczki, jagody, truskawki i/albo maliny - ważne, żeby było kolorowo, posypujemy płatkami migdałowymi (których niestety nie miałam, a szkoda). Smacznego!

Typowo lipcowe ciasto :)

No tak, powinnam już dojeżdżać na miejsce. Ale nie mam czym, bo samochód nadal siedzi u mechanika, więc czekam i piszę i zaraz wyjdę z siebie. :( Na dodatek lipiec się rozpłakał. Nie lij descu, nie lij! A tu leje, masz ci los! Dlatego przy okazji i z okazji pierwszego dnia lipca życzę wszystkim, wbrew temu co za oknem, słonecznych wakacji. Howgh!

Pozdrawiam
Ewa

P.S.1
Pod moją nieobecność opublikuje się dla Was kolejny wpis o Danii.

P.S.2
Dom niestety jest średnio ogarnięty. ;)
E.

5 komentarzy:

  1. Ten kolor bardzo mi się podoba:), ale zgadzam się z Tobą, że te nazwy są śmieszne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmiana na plus,super !! I jak smakowicie u Ciebie,pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale z ciebie wulkan energii :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nalewkę porzeczkową robiłam w zeszłym roku w tym zasadzam się na winko z czerwonych porzeczek :) Udanego urlopu :):)

    OdpowiedzUsuń
  5. jak tez z pozreczkami walcze naleweczka na pewno bedzie pyszna :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...