wtorek, 26 sierpnia 2014

Na koniec Kopenhaga



Aby wrócić do domu trzeba najpierw dostać się z Fionii na Zelandię, a potem z Zelandii do Szwecji, a stamtąd promem do Gdyni. W obu przypadkach trzeba pokonać nie byle jakie mosty - najdłuższy wiszący most w Europie nad Wielkim Bełtem oraz najdłuższy most na świecie łączący dwa państwa. Most nad Wielkim Bełtem jest jednocześnie drugim co do wielkości mostem na świecie (zaraz po japońskim moście Akashi Kaikyoa dla przykładu: słynny most w San Francisco uplasował się dopiero na 8. miejscu). Jego długość wynosi w sumie ponad 13 km, z czego rozpiętość wiszącej części to 2700 metrów. Z kempingu w Nyborgu mogliśmy go podziwiać o różnych porach...
dnia
i nocy ;)



I już po drugiej stronie

O stolicy Danii nie będę się rozpisywać, ponieważ zwiedzaliśmy ją (a właściwie jej jedną część) będąc przejazdem w drodze powrotnej do Szwecji. Nie zapuszczaliśmy się w uliczki ze względu na brak czasu, zaliczyliśmy tylko kilka najbardziej charakterystycznych miejsc, dlatego Kopenhaga jest dla nas wciąż do zdobycia. ;) Poza tym po kojących i cichych zakątkach Danii, ta nowoczesna i tętniąca życiem stolica była dla nas jak z innego wymiaru. ;)

Wędrówkę zaczęliśmy oczywiście od najbardziej znanej ulicy Kopenhagi - Nyhavn. Położona nad kanałem portowym i licząca sobie zaledwie 300 metrów długości ma, zdaje się, tyle samo kafejek, pubów i restauracji ulokowanych wzdłuż nabrzeża. ;)) Jest gwarno, tłoczno i wesoło. A pomyśleć, że jeszcze 200 lat temu mieszkający przy tej ulicy Artur Andersen znajdował tu spokój. Dziś po spokoju ani śladu, trudno znaleźć wolne miejsce przy stoliku, a nawet przejść. Niemniej jednak kolorowe kamieniczki mają swój urok, a atmosfera tego miejsca jest niepowtarzalna.




Idąc wzdłuż tej XVIII-wiecznej dzielnicy i kierując się na północ mamy zamiar dotrzeć do Syrenki kopenhaskiej, lecz po drodze czeka nas jeszcze parę miejsc wartych uwagi. Najważniejsze to Amalienborg, barokowy pałac rodziny królewskiej, który stał się siedzibą monarchów duńskich od 1794 roku. Obecnie wykorzystywany jako pałac zimowy. Zbudowany jest z czterech identycznych pałaców wokół ośmiokątnego placu, w centrum którego stoi pomnik króla Danii Fryderyka V. W 1750 roku Fryderyk V zaplanował zbudowanie w tym miejscu pałacu, który miał być częścią nowej dzielnicy Kopenhagi.



Mieliśmy szczęście trafiając o 16.00 na zmianę warty strażników Gwardii Królewskiej (która ma miejsce co dwie godziny, więc warto zwiedzając stolicę zerkać na zegarek). ;) Rocznie, służbę w tej formacji pełni około tysiąca żołnierzy! Nie jest to tylko czysto reprezentacyjne zajęcie - wielu żołnierzy bierze udział w ćwiczeniach w ramach NATO, a także w misjach wojennych i pokojowych w ramach tej organizacji. Gdy królowa przebywa w swoim pałacu, wówczas zmiana warty o godzinie 12.00 odbywa się przy akompaniamencie muzyki - jest orkiestra i werbliści, ale że jest pałac zimowy, więc nie mieliśmy co liczyć na obecność Małgorzaty II.




Tu widać po charakterystycznych nakryciach głowy jak strażnicy po kolei zmieniają wartę, najpierw tylko jeden w zwykłej czapce, potem dwóch, następnie już trzech, i na końcu wszyscy czterej strażnicy oddali wartę swoim zmiennikom.


Gotowi do odmarszu po służbie Jej Królewskiej Mości.

Gdy zmiana warty dobiegła końca, my udaliśmy się dalej prosto na północ. Po drodze minęliśmy jedną z największych i najpiękniejszych fontann w Kopenhadze - Fontannę Gefion, zwaną też Fontanną z bykami. Motyw tej fontanny zaczerpnięty z mitów nordyckich obrazuje ciekawą, moim zdaniem, legendę o powstaniu Zelandii.


Otóż, Gefion - bogini rolnictwa i opiekunka kobiet, poprosiła króla Szwecji, by podarował jej kawałek ziemi, by mogła zostawić go w spadku swoim czterem synom. Skąpy król Szwecji zgodził się jej oddać tyle ziemi ile zdoła zaorać w ciągu jednej nocy zgadzając się, by synowie jej pomogli. W młodości Gefion miała romans z jednym z olbrzymów, stąd jej synowie byli potężni jak góry i silni jak woły. O zachodzie słońca stawili się na wezwanie matki, która w magiczny sposób zamieniła ich w cztery byki. Całą noc pracowali w pocie czoła bez ustanku, tak, że gdy o świcie przyszedł król Szwecji w towarzystwie króla bogów, Odyna, zaniemówił z wrażenia na widok przeogromnego zaoranego pola. Nie mógł się wycofać z danej obietnicy, więc bóg Odyn zakotwiczył zdobytą ziemię w morzu dając ją Gefion w wieczne władanie. Tak powstała duńska Zelandia, która wkrótce stała się spokojną i urodzajną krainą. Prawda, że ładna legenda?


Jeszcze tylko króciutki spacer promenadą Langelinie i już w oddali widać przycupnietą na brzegu na usypanych olbrzymich kamieniach Małą Syrenkę - chyba najbardziej rozpoznawany symbol Danii. I najbardziej oblegany... trafiliśmy akurat na wycieczkę Azjatów, którzy akurat wysypali się z dwóch autokarów! :)  Złapanie jakiegokolwiek kadru bez turystów (albo bez ich głowy, bądź ręki) graniczyło z cudem! Tym bardziej, że przeciwny brzeg (a zatem tło) jest mało urokliwy - jakieś baraki, magazyny, kontenery. Ale jest, udało się, zadanie zaliczone. :)



Na zakończenie muszę wspomnieć o cudownej wyspie Møn położonej na południowy-wschód od Zelandii. Nie będę jej opisywać, bo byliśmy tam kilka lat temu, ale nie mogę pominąć jej milczeniem opisując kawałeczek Zelandii. Chętnie jeszcze raz odwiedzę to niezwykłe miejsce i szczerze zachęcam do tego innych. Słynie ona z najwyższych klifów na Morzu Bałtyckim. Białe skały kredowe ostro wchodzące w morze o niezwykłym kolorze sprawiają niesamowite wrażenie. Na spacer w jedną stronę brzegiem morza (lub miejscami morzem) ;) i powrót zalesiona górą urwisk zarezerwować trzeba sobie cały dzień.




Jeśli ktoś zadawał sobie kiedyś pytanie: być albo nie być... w Danii? - to mam nadzieję, że dzięki przygotowanemu przeze mnie cyklowi Pamiętnika wakacyjnego po Danii odpowie na nie twierdząco. Pokazałam Danię taką, jaką znam - niezwykle różnorodną. Opisałam z serca tak, jak czułam - prosto i zwyczajnie. Mam nadzieję, że te wspomnienia zatrzymane na kartach bloga, przydadzą się nie tylko mnie, ale i innym osobom ciekawym tego kraju.
Podróż dobiegła końca...

Dziękuję za odwiedziny

To była czysta przyjemność pisząc dla Was i przy okazji porządkując wspomnienia!

Pozdrawiam wakacyjnie
Ewa


12 komentarzy:

  1. Mnie zachęciłaś bardzo! Zresztą Skandynawię lubimy bardzo i Dania jest następna w kolejce do odwiedzin. Na razie byliśmy tylko bardzo krótko w Kopenhadze i to w lutym - miasto było mało kolorowe i takie dziwnie wyciszone ... Dziękuję Ci za te wirtualne wycieczki i mam nadzieję, że uda się zobaczyć to, co pokazywałaś w naturze:) Dobrego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podziękowania ;)) i cieszę bardzo, że jakoś zachęciłam. Ze Skandynawią, myślę, że jest tak, że jak się nią zachwyci, to na całego!
      Uściski nacieplejsze (iście śródziemnomorskie) ;)

      Usuń
  2. Ja już nie będę pisać, że się tam wybiore bo to oczywiste:)
    Zrobiłas piękne zdjęcia, bardzo kuszące jednak te urwiska to byłby dla mnie raj:) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te urwiska są po prostu boskie! Całodniowy spacer wzdłuż nich, to prawdziwy balsam dla duszy.
      Pa

      Usuń
  3. Que hermosas fotografias, los lugares son fantásticos!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie! Zachęciłaś do podróży pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewuś! Mistrzostwo! Ponownie przeczytałam jednym tchem, a Twoje fotografie rozbudziły marzenia o zwiedzaniu świata! Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Olu, ale puenta chyba na wyrost! ;)) Sama chętnie pospełniałabym takie marzenia. :)
      Buziaki

      Usuń
  6. Cieszę się, że tu dotarłam, jeszcze nie wszystko przeczytałam, zwłaszcza literackie i podróżnicze wpisy; będę do Ciebie zaglądać. Zapraszam do siebie, też na podróże i książki. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się ogromnie cieszę, że do mnie dotarłaś. :)) Zapraszam serdecznie, mam nadzieję, że będziesz z przyjemnością zaglądać. ;)
      Lecę do Ciebie...

      Usuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...