wtorek, 11 września 2012

Wrzosowy wrzesień

Wrzesień wrzosami strojny, lecz od pracy znojny

Skoro mamy wrzesień, to i szaleństwo kwitnących wrzosów, bo nie trzeba być omnibusem, żeby wiedzieć od czego pochodzi nazwa dziewiątego miesiąca roku. Niezmiennie we wrześniu zachwycają mnie kobierce wrzosów rosnące na skrajach lasów i leśnych polanach. Już pod koniec sierpnia zaczyna się wrzosowe szaleństwo, którego nie mogę się wprost doczekać. Zresztą zobaczcie sami... (zdjęcia robiłam w pierwszych dniach września z myślą o moim pierwszym blogowym poście). ;) Musiałam Wam pokazać te zapierające dech w piersiach widoki, które na mnie działają jak najlepsza terapia "uszczęśliwiająca"! Każdy smutek natychmiast znika pod dywanem z wrzosów.

Zaraz po wyjściu z lasu oczom ukazuje się taka oto zachwycająca wrzosowa rzeka.




 No, powiedzcie sami, czyż nie kojąco wpływa taki widok na system nerwowy?



W tym roku postanowiłam przenieść trochę tych pięknych krzewinek do mojej namiastki ogrodu. Zdaję sobie sprawę, że istnieje duuuże prawdopodobieństwo, że leśne, dzikie wrzosy nie przyjmą się, ale postanowiłam zaryzykować. W swoich naturalnych warunkach wrzosy rosną nawet 20 lat, jednak w ogrodach nie dożywają tylu. Bez właściwego przygotowania gleby nie ma co marzyć, że utworzą piękne kobierce. Postarałam się więc, aby miały u mnie dobrze, dlatego też zakupiłam ziemię do różaneczników (bo wrzosy lubią kwaśną ziemię)  i przekompostowaną ziemię torfową i taką mieszanką wypełniłam dołki. Sadzić należy tak głęboko, by dolne gałązki dotykały ziemi i najlepiej na stanowiskach słonecznych. Moim zdaniem najpiękniej wyglądają same (oczywiście, gdy jest ich wystarczająco dużo), ale jak ktoś chce urozmaicić wrzosowisko, to można pomyśleć o rododendronach (może wiosną posadzę w pobliżu?), albo o kwasolubnych roślinach zadarniających. Jeśli ktoś z Was chciałby jeszcze zaszaleć w ogrodzie lub na balkonie, to teraz właśnie, według kalendarza biodynamicznego, zaczął się bardzo korzystny okres dla prac w ogrodzie, a w szczególności sprzyjający sadzeniu (i trwać będzie do 20.09).

A tak mini wrzosowisko wygląda w moich skromnych progach...

I jak się Wam ono widzi? Te zielone roślinki w głębi przy jałowcu płożącym to wrzośćce kwitnące wiosną. Zostawiłam miejsce na kilka nowych sztuk, które dosadzę wiosną. A przed wrzosami na początku października chcę posadzić cebulki hiacyntów i tulipanów. I tym sposobem moje wrzosowisko będzie piękne i wiosną i jesienią – o ile tylko przedsięwzięcie się uda!
Trzymajcie kciuki!

Zawrzosowałam Was dzisiaj okrutnie! Ale mam nadzieję, że moja wrzosoterapia podziała i na Was  odstresowująco.

Pozdrawiam Was wrzosowo szczęśliwa
Ewa

5 komentarzy:

  1. Ale pięknie i wrzosowo! Świetne fotki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po prostu bajecznie to taka prawie moja wymarzona prowansja.
    Coś niebywale pięknego zazdroszcze pięknie !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, ale u Ciebie niebiańsko! Zapraszam na mojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. ... o kurde ale cudny widok !!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...