Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lipca 2017

Ostatnie podziękowanie

Przy takiej płacząco-chmurnej pogodzie najchętniej by się spało i czytało. Strasznie trudno jest mi zabrać się za coś konkretnego i wymiernego. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale aura potwornie rozleniwia. A może to ze mnie schodzi napięcie ostatnich tygodni? Mam jeszcze tyle spraw do ogarnięcia a jakoś potrafią wymknąć się z rąk. Naciągam dzień, lecz to nic nie daje - pod wieczór z impetem wraca dając pstryczka w nos, więc biorę książkę, czytam i udaję, że nic mnie to nie obeszło. Bo rzeczywiście tak jest - nic się nie przejmuję, że kolejny dzień minął. ;)


Nie czuję jeszcze wakacji, choć wiem, że są. Nie widzę lata z jego pulsującym gorącem, z drgającymi kwietnymi nutami i przejrzystym błękitem nieba. Jak ktoś ma takie, niech przyśle priorytetem! A póki co, czekam aż poczuję i zobaczę. Lato musi być rozedrgane, rozpalone, szumiące... inaczej to nie lato. Nie takie lato.


Pilnując terminów wyzwaniowych nie miałam kiedy pokazać jeszcze jednego muzycznego podziękowania. To już ostatnie, jakie zaprezentuję w związku z końcem roku. To prezent dla wspaniałej osoby, super nauczyciela i człowieka. Cała moja szarańcza przeszła przez Jej ręce (najmłodsze jest nadal pod jej muzyczną opieką) i powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie momentu, w którym już nie będzie biegania "na pianinko". ;) To już prawie 10 lat naszej znajomości - odkąd mój Najstarszy jako 5-latek rozpoczął naukę gry. W tym czasie dzieci rosły i się rodziły. :)) No dobrze, jeszcze jedno się urodziło. :)) Gdy jedno odchodziło do szkoły muzycznej, to drugie przychodziło i tak po kolei toczył się rok za rokiem. Ale przed nami, mam nadzieję, jeszcze wiele wspólnych lat zaszczepionej pasji fortepianowej.


Jako prezent wykonałam komplet - nostalgiczne pudełeczko na drobiazgi i kartkę z podziękowaniem za kolejny rok nauki. Na kartce nie mogło oczywiście zabraknąć symbolicznych nutek. ;)


Kończę już, bo książka odłożona na bok zerka kusząco... ;)

Pozdrawiam
Wasza Ewa


niedziela, 25 czerwca 2017

Na strychu czy w piwnicy?

Co można znaleźć "U babci na strychu"? Bo taki jest temat czerwcowej zabawy w Szufladzie. Tak się złożyło, że moje babcie strychów nie miały. Pamiętam za to piwnicę u babci Stasi. Schodziło się po dość stromych, skrzypiących schodach w ciemną czeluść pachnącą kurzem i starym kościołem. Wąski strumień szarego światła, w którym tańczyły pyłki kurzu sączył się z małego okienka w ścianie, tuż nad poziomem ogrodu. Czarnym pstryczkiem zapalało się nikłe światło samotnej żarówki i po lewej stronie ukazywała się góra węgla. Głównie po ten węgiel schodziło się do piwnicy, nabierało metalową szuflą do wiadra i niosło do domu. Pamiętam też regały czy też półki na ścianie z różnymi szpargałami oraz zakurzony, powojenny wózek dziecięcy ze szmacianą lalką w środku. Ale przede wszystkim zapamiętałam to pomieszczenie jakby było całe zamglone.


Tak trudno po tylu latach odtworzyć rzeczywistość. Czy to strych czy piwnica, czy każde inne wspomnienie sprzed lat, w końcu w pamięci pozostaje jedynie wypłowiała fotografia, zakurzona, zatarta, wyblakła. Ale wciąż ważna i bliska sercu. Jak babciny fartuch zapinany z przodu na guziczki, w którym babcia krzątała się po kuchni, talia kart rozłożona w pasjansie, czy kwiecista torba na zakupy z drewnianymi rączkami.


Rozgadałam się, Kochani, ale tak mnie jakoś ten babciny strych (czy też w moim przypadku piwnica) uniosły w przeszłość, że moja "stareńka" praca zeszła na plan dalszy. ;) A pozostaję w temacie owadzim. Po ostatnim motylu czas na ważkę. Ale nie martwcie się, entomologia jakoś szczególnie nie zaczęła mnie interesować i nie zamierzam zasypywać Was w najbliższym czasie żuczkami, pszczółkami, czy biedronkami. :) Tak się po prostu złożyło, że miałam ogromną chętkę na ten motyw, który czekał na mnie już od pewnego czasu, a wyzwanie Szuflady tylko mnie zmobilizowało. I podpowiedziało styl. ;)
 

Dół bejcowany, góra malowana, cieniowana, chlapana, woskowana, itd i itp, taka miła zabawa. Jako wykończenia użyłam narożniki oraz łańcuszek. W ten sposób powstało sędziwe pudełko, które można by znaleźć na strychu lub w piwnicy. ;) Dobrze prawię? ;)


Zgłaszam moją ważkę znalezioną u babci w piwnicy ;) na wyzwanie do Szuflady.



Przy okazji zaprezentuję kolejną "muzyczną" kartkę, bo tu kolorystycznie w tych beżobrązach pasuje. :)) Ta powstała dla mężczyzny - nauczyciela instrumentu głównego, dlatego zdecydowałam się na stonowane kolory i prostą formę. Fragment partytury i nutki na listkach w tych okolicznościach obowiązkowe. ;)


Miłego ostatniego czerwcowego tygodnia
Ewa


środa, 21 czerwca 2017

Lubię motyle

Niech skrzydła motyla pocałują słońce, 
Niech znajdą Twoje ramię, by je rozświetlić,
Aby przynieść Ci szczęście, radość i bogactwo
Dziś, jutro i każdego następnego dnia.


Witam Was dzisiaj Kochani tym pięknym irlandzkim błogosławieństwem. Niesie ono tak dobre wibracje, że musiałam się nim z Wami podzielić przy okazji dzisiejszego posta. :) A będzie w nim słów kilka z życia motylka, a to za sprawą pudełka, jakie zrobiłam na wyzwanie w Art-piaskownicy.


Sama nie wiem co lubię bardziej - motyle czy ptaszki? ;) Czy to w naturze czy jako symbol artystyczny oba "fruwajła" są bardzo wdzięcznym tematem. Motyl to przede wszystkim symbol przemiany. Transformacja włochatej gąsienicy w pięknego motyla to częsta metafora przebudzenia i nowego początku. To również synonim delikatności, lekkości i ulotności... marzeń, chwil, uczuć. Nie wiem, czy wiecie, że motyl jest również uważany za symbol duszy. Psyche (czyli dusza, duch, pierwiastek życia) pochodzi od starogreckiego słowa motyl. W micie o Prometeuszu, Atena ulepionym przez niego ludziom położyła na języku motyla i w ten sposób ożywiła ich dając im duszę. Z kolei na chrześcijańskich nagrobkach motyl pojawiał się w starożytności jako symbol zmartwychwstania.


Mnie oczywiście motyle kojarzą się z marzeniami - są zwiewne, kruche i bywają nietrwałe. Uciekają, gdy je gonimy, dlatego najlepiej przystanąć i obserwować marzenia w ciszy swojego serca, wtedy można się do nich zbliżyć. Posłuchajcie rady starej marzycielki, bo wie, co mówi! ;) A lato szczególnie sprzyja łapaniu motyli. ;) Lecz nie o marzeniach miało być, o tym napiszę Wam innym razem.


Pudełeczko dokończyłam jedynie dzięki zabawie Art-Piaskownicy w Kolory. Tematem czerwca były, myślę, że wcale nie łatwe, ale piękne barwy - piaskowa biel, siny błękit, zieleń butelkowa i oberżyna, które trzeba było wykorzystać w swojej pracy. Tak mi te barwy zapadły w wyobraźnię, że postanowiłam popłynąć dalej i stworzyć również kartkę.


Kartka jest dla pani ze szkoły muzycznej na zakończenie 3-letniego cyklu zajęć z kształcenia słuchu i rytmiki, stąd malutkie muzyczne akcenty i oczywiście motylki. ;) Przy okazji zrobiłam też inne "muzyczne" kartki, ale je pokażę później.


Obie prace zgłaszam do Art-Piaskownicy, mam nadzieję, że można dwie, a może nie? Jury rozstrzygnie. ;)



A karteczkę dodatkowo zgłaszam na wyzwanie Gościnnej Projektantki Ilony, które przygotowała w Klubie Twórczych Mam.
Piwoniowo się z Wami już żegnam


Ewa


sobota, 17 czerwca 2017

Ach, ten stary szyk!

Co on w sobie ma, że tyle kobiet na całym świecie oszalało na jego punkcie? Pamiętacie ten ogromny boom na shabby chic parę lat temu? Teraz wypiera go prosty scandinavian style. Po wszelakich "ludwikach", powyginanych nóżkach foteli i kanap i równie wygiętych ramionach kutych żyrandoli, po zdobionych ramach luster i obrazków nastała prostota. We wnętrzarstwie, tak jak w modzie, nic nie trwa wiecznie. Trend przemija, zatacza koło, by za jakiś czas znów powrócić. 


Lubię shabby chic, choć mieszkać w domu urządzonym tylko w tym stylu nie mogłabym. Ale to dotyczy każdego stylu. Po prostu 100% danego stylu we wnętrzu jest dla mojej niejednoznacznej natury nie do zniesienia. :)) No i jego na wskroś romantyczny charakter z amorkami i serduszkami nie przemawia do mnie. ;) Za to zdobionym ramkom na zdjęcia nie mogę się oprzeć! 


I tej przydymionej aurze, jaką stwarzają rozbielone meble i wypłowiałe kolory. Co prawda biel, która jest głównym kolorem tego stylu, u mnie występuje w dodatkach, ale nie zamierzam zamieniać swojego biszkoptowego wnętrza na inne. ;) I oczywiście co najważniejsze w tym stylu, to jego lekko "zaniedbany", przykurzony look - o tak, tak, tak, ta cecha shabby chic bywa u nas najczęściej adaptowana. :)))


Jak już się zdążyliście zorientować, nie bez powodu słowem wstępu piszę o shabby chic, bowiem do jutra w Art-piaskownicy trwa wyzwanie w ramach cyklu twórczych zmagań ze stylem. W tej edycji oczywiście - stary szyk. ;) Gdy o nim przeczytałam, przypomniałam sobie, że w kartonie leżą dwa zaczęte pudełeczka z różami. Zaczęte, to nawet za dużo powiedziane, po prostu miały na wieczku przyklejony różany motyw z serwetki i to wszystko. Zabrakło wtedy weny. ;)


Motyw różany idealnie wpisuje się w ten styl. Od razu pomyślałam o moim cyklu Skończyć nieskończone (nowych obserwatorów lub osoby, które nie wiedzą o co chodzi, a mają ochotę i czas poczytać, to serdecznie odsyłam do TEGO postu). Obawiałam się jednakże, że ze względu na obecne rodzinne okoliczności mogę nie zdążyć w wyznaczonym terminie. 


Jak widać zdążyłam rzutem na taśmę - po południu zasiadłam, zdjęcia zrobiłam (niestety już pod wieczór), post napisałam, zdjęcia wybrałam, wstawiłam i gotowe! :)) I bardzo, ale to bardzo jestem rada, że udało mi się skończyć kolejne dwie prace z tysiąca oczekujących. ;)


Oba pudełeczka są przydymione, ale nie przesłodzone. Poprzecierane, pocieniowane, pochlapane, stonowane, z ozdobną różą w roli guziczka. I jak Wam się widzą, mają w sobie stary szyk? ;)

Zgłaszam je do zabawy w Art-piaskownicy



Udanej niedzieli moi mili!
Ewa


wtorek, 23 maja 2017

Czas Komunii

Po zwariowanym kwietniu, przyszedł nie mniej atrakcyjny maj, dlatego nie ma mnie ostatnio... ani na blogu ani w domu. :) A i ogród woła tubalnym głosem, więc nie da się nie słyszeć. :)) Jemu też muszę poświęcić swój czas, bo jak nie wiosną, to kiedy... za rok o tej samej porze? ;) Tak naprawdę to nie wiem czy dobrze robię siadając dziś z rana do komputera, bo powinnam się zająć zupełnie czym innym, ale że majowy czas komunii dobiega końca, to tylko teraz jest ten moment, by pokazać coś z nim związanego. 


Wykonałam prezent komunijny dla dziewczynki - komplet składający się z kuferka i kartki z życzeniami. Chciałam, by był ponadczasowy, by po latach był nostalgicznym wspomnieniem tego szczególnego dnia i nic nie stracił ze swojej magii. Postawiłam na delikatne przydymione kolory, które już dziś wyglądają jak nadgryzione zębem czasu. :)) Dużo zabawy, bo są i cieniowania i patyny, pasta strukturalna i szablony poszły w ruch, przecierki i złocenia, a na kartce i hostii embossing.


Pudełko-kuferek w zamyśle miał służyć do przechowywania pamiątek z Komunii Świętej, na przykład różańca, medalika czy książeczki do nabożeństwa, ale także kartek z życzeniami od gości, czy zaproszeń na Komunię, jeśli zostało jakieś; zdjęć, które nie zmieściły się do albumu, oraz innych drobnych prezentów, albo chociażby tak nieistotnych teraz, a za 50 lat wzruszających elementów, jak wsuwka do włosów z białym kwiatuszkiem. ;) Wiecie - pomysłów jest mnóstwo, co warto przechować i ocalić od zapomnienia...


W środku sentencja i hostia


Na wieczku medalion z datą wypełniony szklącym werniksem.


Tworzenie kartek stało się ostatnio dla mnie przyjemnością i nie mogłam jej sobie przy takiej okazji odmówić. ;) Do kompletu stworzyłam taką oto okolicznościową kartkę.


Zdecydowałam się zgłosić pracę na wyzwanie Szuflady Pierwsza Komunia Święta


Kochani, to tyle na dziś. Zmykam do roboty, bo tyyyle czasu minęło, łoj! ;)

Pozdrawiam Was naprawdę majowo!
Ewa


wtorek, 21 lutego 2017

Herbaciana róża i skrzypce

Dziś króciutko, bez rozpisywania. W tym miesiącu tak się jakoś rozpędziłam, że z rozmachem w trzecie wyzwanie wskoczyłam, a jeszcze się szykuję na czwarte, więc już na pisanie nie wystarczyło czasu. :)) Spodobały mi się tematy, zaiskrzyło i pac. W końcu kto się nie lubi od czasu do czasu pobawić? Na przykład w takiej piaskownicy - Art Piaskownicy. Tak też i ja wzięłam swoje wiaderko i łopatki i w ramach cyklu Techniki, którą w tym miesiącu jest decoupage zaprezentuję chustecznik, którego jeszcze nie pokazywałam, czyli coś w co się zawsze lubiłam bawić. :) Bo przecież nie samym łapaczem człowiek żyje. ;)


Chustecznik ten przeleżał w stanie półsurowym jakiś rok zanim się za niego ponownie zabrałam. Miałam zupełnie inną koncepcję dołu, ale okazało się, że serwetka, którą chciałam wykorzystać jest już nie do dostania, a ta którą posiadam nie wystarczy. Dół pozostał zatem prosty i skromny. I może nawet tak jest lepiej. Całość utrzymana w kolorze przypudrowanej moreli. A góra jak na deku przystało, to elementy wycięte z serwetki, delikatne cieniowania (których chyba nie widać na zdjęciu) oraz pasta strukturalna.




Zgłaszam chustecznik do Art-Piaskownicy na wyzwanie Techniki - decoupage, które trwa jeszcze do piątku.



Miłego tygodnia
Ewa


czwartek, 25 lutego 2016

Balerina

Gdy tylko przeczytałam o lutowym wyzwaniu Szuflady, którym jest "Jezioro łabędzie", od razu w wyobraźni zobaczyłam motyw baletnicy na kluczniku. Dlaczego akurat tam, a nie na pudełeczku, nie pytajcie nawet, bo nie wiem. ;) Wiedziałam, że musi to być szafeczka na klucze i już. Trzeba było ją zamówić i cierpliwie poczekać. Gdy czekałam na ów klucznik,  tak wciągnął mnie temat baletnic, że koncepcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Muszę Wam powiedzieć, że branie udziału w wyzwaniach, konkursach i tego typu zabawach jest niezwykle inspirujące i pobudzające wyobraźnię. Nawet nie wiedziałam, że tak bardzo! ;) Ale po kolei...

Klucznik

Na początek mój pierwotny zamysł - klucznik. Muszę się przyznać, że napracowałam się przy nim troszeczkę. Ale za to z efektu jestem bardzo zadowolona. Najpierw skrzyneczkę zabejcowałam i szlifowałam cieniując kolorami odpowiadającymi tłu na motywie. Potem naniosłam reliefy na ramkę i pomalowałam ją oraz uchwyty na blady kolor liliowy. Aby nadać tutu efekt puszystości nałożyłam szpatułką pastę strukturalną i dla spójnego efektu ją również tapowałam odcieniami lila. Na koniec zostało podmalowanie tła i lakierowanie.

Szafka na klucze





Ale jak już wspomniałam, w tak zwanym międzyczasie zrodził się kolejny pomysł realizacji baletowego wyzwania. Bo jak "Jezioro łabędzie" to oczywiście balet, a jak balet, to tutu jest najbardziej charakterystycznym elementem. Zapragnęłam więc zrobić tutu z gorsetem - takie trójwymiarowe... i czekając na przyjście klucznika zabrałam się za lepienie gorsetów! O tak, liczba mnoga jest tutaj na miejscu, bo z rozpędu zrobiłam kilka różnych! :)) Nawet nie przypuszczałam, że kiedykolwiek sięgnę po tego typu prace... Cóż, nigdy nie mów nigdy. ;) Zabawa z lepieniem gorsetów, jak również z ich ozdabianiem jest naprawdę ciekawa. Polubiłam łączenie papieru z materiałami - to coś między rzeźbieniem a szyciem. ;) Dorobiłam jeszcze baletki (też typowy atrybut baletnicy) i w tym miejscu muszę się nisko pokłonić miniaturzystkom. Zawsze podziwiałam piękne i misternie wykonane miniaturowe elementy wyposażenia, ubioru czy innych domowych akcesoriów. Właściwie to podziwiałam zręczność osób wykonujących takie maleńkie przedmioty. Po zrobieniu pary baletek mój podziw sięgnął zenitu. Do zrobienia miniatur potrzeba chyba precyzyjnych, chirurgicznych narzędzi oraz wprawnych paluszków! :)) Moje nienawykłe do tak mikroskopijnych prac okazały się baaaardzo niezgrabne i co chwilę baletki wypadały mi z rąk. Ale w końcu udało się. Gorset powiesiłam na wieszaczku ze spinacza, dodałam kilka dekoracyjnych elementów, w tym koronę, by było wiadomo, że to strój Prima Balleriny. ;) I tak powstała moja pierwsza praca 3D.





W ostatniej sekundzie przed kliknięciem "Opublikuj" zmieniłam zdanie i zdecydowałam na zgłoszenie do Szuflady jednak tej pracy. :)






Pozdrawiam Was bardzo ciepło
I dziękuję za Wasze przemiłe komentarze, to najlepszy kop do pracy! :))
Ewa (niestety nie balerina) ;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...