Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chustecznik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chustecznik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

Wspaniałe chustecznikowanie ;)

"Stałem się panem świata żebrząc u drzwi Twoich.
I choćby świat się rozszalał jak spienione morze –
nie podniosę żagli, okręt twojej miłości jest mi kotwicą." 


Skompromituję się dokumentnie tym wyznaniem. To znaczy nie tym, co przed chwilą przeczytałyście, tylko tym, co teraz nastąpi. :) Nawet myślałam, żeby może o tym nie wspominać, jakoś to dyskretnie przemilczeć, ale trudno - obciachu narobię sobie i już. :) Może pamiętacie, bo wspominałam kiedyś, że nie oglądam seriali, żadnych seriali. Tak z definicji. Nie mam czasu ani ochoty. A już takich tasiemcowych, to nawet mowy nie ma! A w życiu! Na głowę bym musiała upaść, żeby tracić czas na takie bzdury. Ale przyszła kryska na Matyska, jak to się mówi, i choć upadku nie przypominam sobie, to jednak jakiś uraz głowy musiał mieć miejsce, bo uległam. Ale muszę wyraźnie zaznaczyć, że się opierałam. ;)


Fabuła, jak to fabuła, przy tylu odcinkach raz lepsza, raz gorsza, a pałacowe intrygi czasem bardziej a czasem mniej głupawe, ale nie przejmuję się tym, bo nie dla akcji ten serial oglądam, lecz dla obrazów! Ta zjawiskowość kolorów, ta plastyczność kadrów! Te zdobienia, stroje, wnętrza - po prostu cudo! Nie dziwię się, że ten turecki serial historyczny o naprawdę niezwykłym, a u nas zupełnie nieznanym, XVI-wiecznym władcy osmańskim - Sulejmanie I, zyskał taką popularność na całym świecie. 


Nie przypominam sobie, abyśmy na lekcjach historii uczyli się o najpotężniejszym i najdłużej panującym sułtanie państwa osmańskiego, które pod jego panowaniem objęło aż trzy kontynenty. Był to człowiek wszechstronny i wyjątkowy -  zreformował prawo, administrację i finanse państwa, rozbudował flotę. Był mecenasem kultury i sztuki, sam również  tworzył biżuterię i pisał poezję pod pseudonimem Muhibbi. Był osobą sprawiedliwą o wysokiej moralności. Po śmierci zyskał przydomek Wielki czy też Wspaniały.


No i oczywiście to, co jest również interesujące w tym serialu, to zderzenie ówczesnej obyczajowości europejskiej z zasadami życia panującymi w muzułmańskim państwie islamskim. Cóż, obca kultura, zupełnie inne zwyczaje i potęga imperium Osmanów ukazane z wielkim rozmachem w superprodukcji "Wspaniałego Stulecia" wpłynęły na sukces serialu.


I teraz przy prasowaniu, zamiast penetrować zakamarki własnej psyche i rozkładać życie na czynniki pierwsze (co zazwyczaj robiłam przy prasowaniu), albo snuć marzenia (co robię przy każdej nadarzającej się okazji), puszczam sobie "kolejsetny" odcinek i szusuję żelazkiem po koszulach niczym padyszach na swym białym koniu po polach bitewnych, albo nałożnice po kamiennych korytarzach seraju. 😁


Wzięło mnie przy okazji na pałacowe chusteczniki. Pierwszy w złocie i turkusach zrobiłam już wcześniej, ten drugi, w srebrzystej zieleni - przedwczoraj. Pięknie się mieni beżowym odcieniem srebra, lecz tego zupełnie nie widać na zdjęciach. Nawet nie wiem, czy widać, że jest zielonkawy. ;) Przy obu chustecznikach pobawiłam się postarzającymi mediami, patynami, metalicznymi farbami i woskami, oraz użyłam kryształków. Uraz głowy zrobił swoje. :))


A na koniec wiersz Muhibbiego.

Co to za dźwięki Sulejmanie ?
Rozpoznasz je, jeśli się zbudzisz i zaczniesz nasłuchiwać?
Ten deszcz.., czyje to łzy? Za kim płyną?
To błyszczące  ciemne niebo - czyją jest twarzą?
Przyjaciela? Wroga?

Wszystkie nasze czyny wzbudzają w naszych sercach drżenie setek werbli.
Jutro, kiedy umrzemy usłyszymy ich dźwięk.
Dziś głupota zatyka nasze uszy.
Zasłania oczy przed prawdą.
Dlatego szamoczemy się w pragnieniu miłości i strachu przed jutrem.

Zapal tę świecę własnej bezmyślności ogniem uczucia
i uwolnij się od własnej ślepoty.
Ten świat jest twoim więzieniem.
Każdy więzień cieszy się, gdy jego lochy popadają w ruinę.
A zatem ciała nasze są lochem dla naszych dusz.
Kiedy śmierć zrujnuje nasze ciała i obróci je w proch,
dusza stanie się wolna i połączy się z Bogiem.

Zmądrzej i nie oczekuj od nikogo wierności w tym lochu zwanym życiem.
Nie istnieje wierność na tym świecie.
Ten świat nie jest miejscem, w którym można żyć.
Nawet poranek tutaj jest kłamstwem,
bo za nim ukrywa się noc.

Pozdrawiam obciachowo ;)
Ewa


wtorek, 21 lutego 2017

Herbaciana róża i skrzypce

Dziś króciutko, bez rozpisywania. W tym miesiącu tak się jakoś rozpędziłam, że z rozmachem w trzecie wyzwanie wskoczyłam, a jeszcze się szykuję na czwarte, więc już na pisanie nie wystarczyło czasu. :)) Spodobały mi się tematy, zaiskrzyło i pac. W końcu kto się nie lubi od czasu do czasu pobawić? Na przykład w takiej piaskownicy - Art Piaskownicy. Tak też i ja wzięłam swoje wiaderko i łopatki i w ramach cyklu Techniki, którą w tym miesiącu jest decoupage zaprezentuję chustecznik, którego jeszcze nie pokazywałam, czyli coś w co się zawsze lubiłam bawić. :) Bo przecież nie samym łapaczem człowiek żyje. ;)


Chustecznik ten przeleżał w stanie półsurowym jakiś rok zanim się za niego ponownie zabrałam. Miałam zupełnie inną koncepcję dołu, ale okazało się, że serwetka, którą chciałam wykorzystać jest już nie do dostania, a ta którą posiadam nie wystarczy. Dół pozostał zatem prosty i skromny. I może nawet tak jest lepiej. Całość utrzymana w kolorze przypudrowanej moreli. A góra jak na deku przystało, to elementy wycięte z serwetki, delikatne cieniowania (których chyba nie widać na zdjęciu) oraz pasta strukturalna.




Zgłaszam chustecznik do Art-Piaskownicy na wyzwanie Techniki - decoupage, które trwa jeszcze do piątku.



Miłego tygodnia
Ewa


sobota, 4 lutego 2017

W stronę fioletu

Jeśli ktoś myśli, że łatwo jest skończyć napoczęty post, to jest w mylnym błędzie. Dajmy na to, że mamy zrobione zdjęcia do posta. Ale przecież to nie wystarczy. Trzeba wybrać kilka, poprzycinać, dodać cień i napis wodny. Ale to nadal nie wystarczy - coś trzeba do tych zdjęć napisać. Najlepiej coś mądrego, a przynajmniej z sensem. Albo jest odwrotna sytuacja - mieliśmy natchnienie i napisaliśmy coś, co się nadaje do upublicznienia, ale zdjęć nie ma. A jak tu pisać na przykład o kucyku, gdy kucyka ani widu ani słychu? Sprawa z postami, jakby się wydawać mogło wcale nie jest taka prosta. ;) Ale jeśli ktoś myśli, że 8 miesięcy powinno wystarczyć... jest bliski prawdy. ;)


W ramach mobilizacji sił oraz z powodu wyrzutów sumienia postanowiłam zabrać się za post, który już dawno powinien się ukazać. Otóż prawie rok temu umówiłyśmy się z super zdolną, wszechstronną i przemiłą Olą z bloga Papierolki na wymianę naszych umiejętności. ;) Na całe szczęście skarby, jakie od Oli dostałam pokazałam w przyzwoitym terminie (TU można zajrzeć, by je zobaczyć), lecz co ja Jej wysłałam... owiałam zasłoną milczenia aż do dnia dzisiejszego. Skandal!


Oleńka zamówiła u mnie chustecznik. Sugestia kolorystyczna: fiolet, mógł być też szary lub biel. Oj, miałam ci ja z tym fioletem zagwozdkę. Fiolet - ale taki bardziej bzowy czy purpurowy? Pastelowy czy jagodowy? Dominujący czy dodatek? "Zdaję się na Ciebie". I klops ze stresem. :)) A tak przy okazji nie wiem czy wiecie, że fiolet to najrzadziej używany kolor? Zarówno jeśli chodzi o ubiór, jak i wystrój wnętrz, choć jest to kolor wolności i przestrzeni. Nieczęsto widuje się ludzi spowitych w fiolety, prawda? Psycholodzy uważają, że kolor ten wybierają idealiści - może mało utopistów i Don Kichotów dziś? Może romantycy i marzyciele są na wymarciu? A może fiolet symbolizujący sferę duchową i uwolnienie od cielesności nie leży w sferze zainteresowań współczesnego człowieka?

 
Tak czy inaczej, wracając do tematu - miałam "stracha", bo to trudny kolor dla wnętrza. Nie chciałam by dominował, a już na pewno nie chciałam, by się gryzł z kolorem, jaki ma Ola. Z mojej blogowej obserwacji wywnioskowałam, że styl Oli oscyluje bardziej wokół prostych, skromnych form, z folkowymi akcentami niż bogato zdobionej różnorodności, dlatego zdecydowałam się zrobić nienachalny i delikatny chustecznik, lekko zszarzały i przecierany odcieniami fioletu. ;)


Do chustecznika postanowiłam dołączyć prezent w postaci łapacza snów utrzymany w tej samej barwie kolorystycznej. Uzdrowiciele wykorzystujący w swej pracy chromoterapię (to wiedza mająca ponad 3500 lat!), używają wyciszającego fioletu między innymi przy bezsenności, gdyż ułatwia on zasypianie. Jak się okazuje, to idealne zestawienie - łapacz i fiolet = dobry sen! :) Na szczęście Oli się spodobało i to dla mnie jest najważniejsze, bo to cholipcia nigdy nie wiadomo czy się w gust utrafiło. ;)


Lubię czytać o kolorach - w psychologii, symbolice, wiedzy tajemnej. To bardzo ciekawy i obszerny temat. Nawet przyszło mi do głowy, żeby taki cykl o kolorach wprowadzić, ale... i ale... oraz ale.😁


Pozdrawiam Was już lutowo
Ewa


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Kogucim krokiem

Właśnie zaczynam nowy rok. Wchodzę w luty kogucim krokiem. Nic mi się nie pomyliło, po prostu nie wiem dlaczego, ale mój biologiczny kalendarz ustawiony jest na chiński. Tak się jakoś dziwnie składa, że zawsze uświadamiam sobie w pełni, że mamy nowy rok i jestem gotowa na coś nowego, gdy Chińczycy świętują go u siebie. Rok Ognistego Koguta zaczął się dwa dni temu, w sobotę (i potrwa do połowy lutego przyszłego roku), i jak dla mnie, w idealnym momencie. Właśnie skończyły się ferie i całe to rozprężenie poświąteczne można nareszcie pożegnać. Można też spokojnie i bez zbędnych turbulencji wejść w narzucony rytm przynajmniej do Wielkanocy. ;)


A co przyniesie chiński rok? Dużo energii i zapału do naszych działań, na co bardzo się cieszę - przyda się, oj przyda. ;) To będzie rok uczciwej pracy, bo tylko taka zyska uznanie w oczach koguta. Nie ma zmiłuj, gdy kogut ma na Ciebie oko. Dlatego działaj, skutecznie wydziobuj ziarenko po ziarenku i nie migaj się! Pamiętaj, że z kogutem nie ma żartów - to przywódca, na dodatek uparty i dumny. Poza tym wiadomo, że kto rano z kogutem wstaje, ten... zabiera się po prostu do roboty! Ale w tym roku lepiej zrobić mniej a dobrze niż więcej a byle jak. Ja tam ziarenka i ziarna mam na swoim rocznym celowniku i mam nadzieję, że Kogut będzie ze mnie zadowolony. A i Wy przy okazji, bo coś z tych ziarenek z pewnością kapnie na bloga. Nie wiem czy regularnie, nie chcę obiecywać, ale coś powinno się wykluć... z pomocą koguta. :)) To tyle wróżbiarstwa na dziś z przymrużeniem oka. Bardzo lubię takie czary-mary, ale nie zapominajcie, że każdy dzień w roku może być nowym początkiem.


Niestety nie miałam żadnej pracy z kogutem, nie mówiąc o żywym, by ładnie zobrazować dzisiejszy post. Przeszło mi przez myśl, by takowy szybko zrobić, ale że zadania podjęłam się zupełnie innego (o tym przy następnej okazji), to sobie odpuściłam i wstawiłam dziś chustecznik zrobiony już wcześniej a roboczo zwany kameleonem. Nazwałam go tak ze względu na to, że zmienia kolory w zależności od oświetlenia i kąta patrzenia. Zatem dziś zamiast koguta wystąpił kameleon. ;)


Pozdrawiam ciepło
Ewa


wtorek, 22 marca 2016

Jak w garncu

Awaria poczty mailowej przeniosła się na wszelkie internetowe łącza i odcięła mi nagle dostęp do tlenu. ;) Zaległa cisza w eterze. Ani nic sprawdzić, ani pobuszować, ani nic wygooglować nie można, no koniec świata! Niby laptopik można otworzyć, ale okno na świat zabite i nic nie widać. Dziwne uczucie, jakoś tak tyle czasu bez internetu, jak bez ręki. Bać się, czy raczej wybrać się na terapię uzależnień? W każdym razie dostęp do tlenu już od wieczora mam. Hurra!

Za parę dni Wielkanoc, na blogach zrobiło się świątecznie i wiosennie, bo przecież wiosnę już mamy od dwóch dni, a u mnie oczywiście wszystko na opak - ani jednego ani drugiego. Za to jak w przysłowiowym marcowym garncu przygotowałam dziś taki mały wiosenny gar z bigosem ;) i powrzucałam kilka różnych ostatnich prac. Na początek oczywiście łapacz. Można powiedzieć, że wczesnowiosenny, żółciutko-zieloniutki na tle jeszcze nierozbudzonej przyrody. ;)

wiosenny łapacz snów


Zrobiłam też kolejny wisiorek, tym razem w liliowo-fioletowym  kolorze.


A żeby nie było zbyt nudno, że tylko te łapacze i łapacze, to dla odmiany mam chustecznik. Biały, patynowany, ze srebrną poświatą, taki księżycowy.  ;))





No i oczywiście dalej dziergam, szydełkowo kombinuję i się rozkręcam. Cuuudowne zajęcie! Podczas karmienia żółwia wzrok padł mi na brakującą gałkę od żółwiowej szufladki. Wciąż nie mogłam się zdecydować, jaka gałka najlepiej by pasowała do przemalowanego w zeszłym roku stolika... etniczna wzorzysta, czy jednobarwna, w jakim kształcie, itd, itp. Problem jak ta lala! Aż do dzisiaj. Dziś usiadłam i raz dwa wydziergałam ubranko na gałkę. Szufladka zyskała oryginalną gałeczkę (tym samym stolik uważam za zakończony), a ja zyskałam kolejną kapkę radości! :)



Gdy syn wrócił z teorii oznajmił, żebym nie wprowadzała mu żadnych "szydełek" do pokoju.
- Oj, taka mała gałeczka przecież nic ci nie przeszkadza.
- Ja ciebie już znam! Jutro wrócę ze szkoły i będę mieć szydełkowy abażur!

I cóż począć, nie to nie, ale szydełkowy abażur to jest pomysł! ;)

Pozdrawiam serdecznie
Całusy
Ewa

wtorek, 8 marca 2016

Czerń czy biel? Kolor czy nie?

Poprzedni post też miał czerń w tytule. Przez te ostatnie łapacze, coś się zafiksowałam na ten kolor. ;) Zamiast wiosennych barw, kwiatów, pisanek i innych radosnych akcentów, to ja z czernią tu wyjeżdżam. ;) Ale pogoda jeszcze wciąż niezdecydowana, więc i ja taka między zimą a wiosną, między czernią a bielą zawieszona. No bo jak to jest z tą czernią i bielą - czy to są kolory czy nie? Niektórzy twierdzą, że nie, inni, że tak. To jak to w końcu jest?

Biel to najjaśniejsza z barw, po prostu najjaśniejsza odmiana szarości. Newton udowodnił, że białe światło przechodząc przez pryzmat rozczepia się na wszystkie kolory tęczy. A skoro zawiera w sobie całe spektrum barw, to chyba jest kolorem. A może tylko ich nośnikiem? Ponadto biel można teoretycznie uzyskać ze zrównoważonej mieszaniny trzech podstawowych kolorów (czerwonego, zielonego i niebieskiego). Skoro powstaje z innych kolorów, to sama jest kolorem. Tak, teoretycznie.


Z kolei czerń to najciemniejsza z barw. Często uważana jest za brak koloru, za brak światła widzialnego. Żeby cokolwiek zobaczyć potrzebne jest światło, przedmioty je pochłaniają w różnym stopniu i tak też odbijają, dlatego widzimy kolory. Czarny pochłania światło i nie odbija go z powrotem do naszego oka. Ale prawda jest taka, że jedynie w fizyce istnieją tzw. obiekty doskonale czarne, w rzeczywistości nie istnieją przedmioty, które całkowicie pochłaniają światło i wcale go nie odbijają. Występującą w naturze najciemniejszą rzeczą jest smoła oraz sadza. Zatem nie ma czarnego koloru. Hmm, powiedzcie to malarzowi. ;)

Namieszałam trochę, niewiele wyjaśniłam, ;) ale wiadomo przecież, że kolor w rzeczywistości nie istnieje, to jedynie subiektywne wrażenie psychiczne, porozmawiajmy o kolorach z mężczyznami - widzenie przez nich barw zaskakuje mnie niezmiennie. ;)) Ale tak naprawdę nie powinniśmy się wykłócać o odcienie, bo wrażenie powstające w mózgu człowieka rzeczywiście możne być różne, gdyż kolor nie jest obiektywną cechą ani przedmiotów ani światła i zależy od wielu czynników, miedzy innymi od naszego sposobu reagowania na bodźce. A jako ciekawostkę powiem Wam, że Goethe miał duży wkład w naukę o kolorze - sformułował własną teorię i jako pierwszy zwrócił uwagę na psychofizyczny charakter widzenia barw. Na dodatek bardziej cenił swoją teorię o kolorze niż twórczość poetycką. Kto by pomyślał?!

Tak czy inaczej, zostawiając teoretyczne rozważania, dziś pokażę chustecznik, do przygotowania którego użyłam farby w białym i czarnym kolorze, :) oraz dwa mini łapacze-wisiorki, wykonane z białych i czarnych nici kordonka. :)) Zacznę od chustecznika. Sama nie wiem czy jest on czarny z dodatkiem bieli, czy biały z dodatkiem czerni. Tak się jakoś zdecydować nie mogłam.;) W każdym razie czarno-biały jest na pewno. Czerń to ponadczasowa klasyka i elegancja, łączy w sobie tradycję i nowoczesność. Pasuje do wszystkiego, może być skromna lub drapieżna. A idealnym kompanem jest dla niej biel - równoważy czerń, dodaje lekkości, odbiera zbytniej powagi, jest lekka i niewinna. Duet idealny. Wykorzystałam koronkową serwetkę i moje ulubione  falbanki. Kilka perełek, różyczka i guziczek na wierzchu, i powstał taki oto...

chustecznik czarno-biały

 


Muszę powiedzieć, że łapacze są bardzo wdzięcznym przedmiotem twórczym. Do ich tworzenia można wykorzystywać przeróżne materiały, techniki, dodatki. O tym napiszę więcej przy najbliższej okazji, bo się strasznie rozkręciłam łapaczowo. ;) Dziś będzie o naszyjnikach. Malutkie kółeczka o średnicy 4 cm posłużyły jako punkt wyjściowy do stworzenia pierwszych wisiorków. Są one raczej monochromatyczne. Jednak jeden jest zdecydowanie biały, drugi czarny z kropelką bieli.




Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpuf
Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpuf
Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpuf
Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpuf
Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpuf
Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpufvvvvvv

Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpuf
Od koloru, który według niektórych nie jest kolorem, a całkowitym brakiem koloru i mają rację. Inni z kolei mówią, że „nic nie jest czarne” i również poniekąd mają rację. Czerń w ogóle jest ciekawą barwą, bo jest to barwa pełna przeciwności i nie tylko w różnych kulturach, ale w obrębie tylko naszej kultury, potrafi mieć całkiem różne znaczenia. Jak to więc jest z tą czernią? - See more at: http://blog.michalgosk.com/psychologia-kolorow-kolor-czarny/#sthash.7Hhkq4Hm.dpu
I na koniec z okazji dzisiejszego Dnia Kobiet taki żarcik o mężczyznach:

Ile kolorów rozróżnia mężczyzna?
-Biały, czarny i kolorowy. :))

Pozdrawiam Was... kolorowo oczywiście, czujcie się dziś radośnie kobiece! :)
Ewa


poniedziałek, 8 lutego 2016

Znów rdzewieję

Nie ma co się dziwić, latka lecą. :) Tu strzyka, tam kłuje.... Oczywiście żartuję sobie, na szczęście jeszcze nic nie strzyka, oprócz pękniętej torebki stawowej w kostce. :) Powinnam napisać, że znów rdzawię.  Ostatnio jestem niczym Królowa Śniegu, o przepraszam raczej Rdzy ;) albo Król Midas - czego się nie dotknę zamieniam w zardzewiałą, nadgryzioną zębem czasu rzecz. Lubię ten efekt chropowatości i rdzawych nacieków.  Powróciłam do mych ukochanych chusteczników i tym razem surowy chłód zardzewiałych przedmiotów przełamałam złocistym błyskami.

Pierwszy chustecznik, bardzo oszczędny jeśli chodzi o zdobienie. Ma jedynie wypukły wzór dookoła oraz metalowy zegar z muszką na wierzchu. Całość traktowana solami patynującymi oraz maźnięta pastą metaliczną w kolorze złota, miedzi i antycznego brązu. Nie bardzo udało mi się to przenikanie kolorów pokazać, ale w zależności od kąta patrzenia, jest on bardziej szary, rdzawy lub złocisty.
rdzawy chustecznik



Drugi chustecznik jest bejcowany i ma solidnie zardzewiałe zębatki oraz kawałki materiału. Ma też romby z ciemnozielonej połyskliwej masy strukturalnej oraz malutkie jasnozielone kropeczki.

mix media
 

 

To tyle na dziś. Zmykam dalej działać. ;)

Pozdrawiam i udanego tygodnia życzę
Ewa

P.S. Już po opublikowaniu posta zajrzałam na listę nowych wpisów i oczom mym ukazało się moje pudełeczko na blogu Szuflady jako praca wyróżniona w styczniu! Taka radość z samego rana w poniedziałek! :))) Bardzo dziękuję za uznanie, to ogromna radość i zapał do dalszej twórczej "pracy". Muszę powiedzieć, że się w ogóle nie spodziewałam (tekst jak z rozdania Oskarów), :) tym bardziej jestem super szczęśliwa. Wygraną wykorzystam z przyjemnością, bo wena twórcza mnie nie opuszcza. :))

 
Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich!
Buziaki dla Was
Ewa


poniedziałek, 1 lutego 2016

Na drutach



Wzięło mnie. Po trzynastu latach mnie wzięło. Na co? Na druty. Bez ostrzeżenia, nagle, po prostu. Wygrzebałam druty ze strychu, kupiłam włóczkę, zasiadłam w fotelu i zaczęłam dziergać. Co mnie napadło, nie mam pojęcia. Ostatni raz miałam druty w rękach, gdy będąc w ciąży robiłam sweterki dla pierworodnego. Ale teraz w ciąży nie jestem! Zwyczajnie poczułam tak nieodpartą chęć machania drutami, że musiałam ulec. Oczywiście wzbudziło to ogólne rozbawienie oraz poruszenie w domu i to bynajmniej nie wśród kotów (chyba już za stare na takie wygłupy).
- O, to Ty umiesz szyć na drutach? - pytały zainteresowane dzieci. Ech, ta dzisiejsza młodzież, tłumaczyć trzeba różnicę między szyciem, dzierganiem a szydełkowaniem. ;)

A pierwszą rzeczą jaką zrobiłam był kubraczek na... termos. Wiem, jak to brzmi, ale to prawda. ;) Termos już na swym brzuszku troszeczkę stracił na bieli, więc dostał wdzianko idealne na zimowe chłody.

Potem w ruch poszedł sweter dla córci. Miał być wkładany przez głowę, ale przyszła właścicielka zażyczyła sobie rozpinany - proszę bardzo. Bałam się, żeby nie zrobić za ciasnego, bo cała moja robota byłaby na nic, ...no i wyszedł za duży. Na przyszły rok będzie jak znalazł. ;) Nie ma jeszcze guziczków, bo wciąż nie mogę się zdecydować: niebieskie czy różowe?



Gdy spostrzegłam, że ładnie jej w tych kolorach, to do kompletu postanowiłam zrobić mitenki. Po raz pierwszy w życiu użyłam pięciodrutów. O rany, ale to ekwilibrystyka! A jak sobie przypomnę o tym maleńkim otworku na kciuk, to mnie dreszcze przechodzą. Zabawa trochę nie na moje nerwy, ale za to szybko idzie. A robiąc je w myśli przyrzekłam sobie, że nigdy więcej takiej dłubaniny, że to są pierwsze i ostatnie mitenki w moim życiu. Jednak gdy je skończyłam, zaraz mąż stwierdził, że jemu by się takie przydały, żeby mu łapki nie marzły, gdy stuka w klawiaturę. To pomyślałam, że zrobię i dla Mamy (właśnie skończyłam pierwszą), a potem dla siebie, takie trochę hipsterskie. :) No i przy okazji nauczyłam się robić kwiatka na szydełku. Przepis rysunkowy znalazłam w książeczce córki. :) Niestety pokazany był tylko jeden model kwiatka. Na tych kreskach i kropkach nie znam się i nie mogę zrozumieć o co chodzi, ale mam nadzieję, że znajdę kogoś, kto mnie nauczy robić jeszcze inne kwiatki! :)


Ale żeby się już tak zupełnie nie zniechęcić tym kręceniem w kółko drutami, :) to zrobiłam szalik, do kompletu oczywiście, dla dziewczęcia mego. A jak jest szalik to musi być i czapka. :)) I tak poszło. No mówię Wam, pogięło mnie zupełnie z tymi drutami. :) Ten kolor włóczki tak mnie zaczarował, czy co? A następny w kolejce będzie szaliko-golfik, bardzo praktyczny dla dzieci, bo nie trzeba się martwić, że źle zawiążą i będzie im w szyjkę zimno. I dla chłopaków też zrobię.


A skoro już o drutach post, to na koniec mam też inne druty, a właściwie jeden długi drut, na którym przysiadły ptaszki. Ptaszki malowałam ręcznie zachęcona inną praca, na której też szalałam z małym pędzelkiem umoczonym w czarnej farbie, ale o tym innym razem. ;)


Chustecznik w ptaszki


Pozdrawiam Was serdecznie
Trzymajcie się prosto jak druty :))
Ewa


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...