Zniknęłam na tak długo, bez słowa, bez uprzedzenia, bez wyjaśnienia... Ale nie planowałam tej cichości, nic a nic. Sama się pojawiła. Zdziwiłam się, że znów minęły kolejne dwa tygodnie, potem już trzy, miesiąc cały. Jak to? To niemożliwe! Dziwiłam się coraz bardziej i sama uwierzyć nie mogłam, że mnie nie ma. A przecież tak lubię być. A tu pstryk i mnie nie ma - nie ma tu i nie ma tam. Patrzyłam jak zanikam, jak delikatnie i bezszelestnie zamykałam kolejne lufciki mej duszy, jakby w obawie przed mroźnym zimowym powietrzem, które ma nadejść. Patrzyłam, jak cichutko i spokojnie robi się na blogu. I z każdym dniem było mnie coraz mniej. Potrzeba nie-bycia stała się silniejsza.
"Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne." *
Ale to trudna do zrealizowania potrzeba. I niebezpieczna. Piekę, gotuję, odbieram dzieci, prasuję, jeżdżę na ich zawody, koncerty, przedstawienia, spotykam się z ludźmi, czytam - czyli istnieję. I mimo, iż wiem, że jestem, to czuję, że mnie nie ma. Im więcej mnie na zewnątrz, tym mniej w środku. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, a skoro tak, to znaczy, że wewnątrz mnie nie ma. Bo czuję wyraźnie, że gdzieś mnie nie ma. Ale przecież do środka chowałam się cała, szczelnie zamykając wszystkie wejścia. Im więcej mnie w środku, tym mniej na zewnątrz. W całości zapełniłam sobą swoją istność, tak że nic na zewnątrz nie powinno już zostać. A jednak zostało... bo nie da skryć się absolutnie i nie zniknąć zupełnie. Być albo nie być. Lub być trochę i nie być odrobinę.
"A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany, szukając po omacku wejścia, i tak ich nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności".*
Ale jak tu teraz wrócić po ponad miesięcznej nieobecności nie mając dla Was żadnego racjonalnego wytłumaczenia? Trzeba by coś mądrego napisać, ale coś szczególnie mądrego. Bo po tak długiej przerwie niepisania, mądrych myśli w głowie powinno być pod dostatkiem. A i adwent powinien sprzyjać formułowaniu zmyślnych myśli. Trzeba by też coś pięknego pokazać, najlepiej zdjęcia zimowe lub świąteczne, bo grudzień to nie byle jaki miesiąc, to miesiąc wyjątkowy. A ja ich nie mam - ani myśli ani zdjęć. Jeszcze nie mam, bo jeszcze mnie nie ma odrobinę...
Pozdrawiam Was najczulej
Ewa
*T. Jansonn "Dolina Muminków w listopadzie"